poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 11

                                                            ,,Amulet-symbol naszej przyjaźni''
Ocknęłam się na moim łóżku.Nade mną stała mama i jej nowy chłopak,którego już zdążyłam znienawidzić.
-Dziecko,co ci strzeliło do głowy?Masz szczęście,że Ryan cię znalazł.-odparła mama,patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
-Dobrze się czujesz?-zapytał,klękając przy mnie.
-Tak,a teraz wyjdźcie proszę.Chcę zostać sama-odpowiedziałam niezbyt przyjemnie.
Oboje spojrzeli na siebie i bez słowa wyszli.
********************
Poleżałam jakieś 40 minut i postanowiłam wstać.Poszłam do łazienki i ubrałam się w TO.Gdy byłam gotowa,wróciłam do pokoju i na biurku zauważyłam amulet,a obok niego liścik.Bez ociągania podeszłam tam i wzięłam w ręce list.Otworzyłam go i zaczęłam czytać:
Oto przysięga naszej przyjaźni.
Na zawsze najlepsze przyjaciółki.
Ten amulet to symbol naszej przyjaźni.
Nidy siebie nie zranimy,zawsze będziemy blisko siebie.
Amulet ten doprowadzi nas do szczęścia.
Nasze wspomnienia i tajemnice zostaną w naszych sercach.
"Zejdziesz w dół.Znajdziesz znak, tym znakiem będzie klucz,
który doprowadzi każdego do szczęścia"
       Sandra i Fibi♥

Usłyszałam pukanie do drzwi,więc pospiesznie zakryłam amulet i liścik kołdrą.Do pokoju weszła Victoria.
-Śniadanie,księżniczko-burknęła w moją stronę.
-O co ci chodzi?-zmarszczyłam czoło.
-Przez ciebie mój chłopak jest w poprawczaku-syknęła i opuściła mój pokój.
-Viki,zaczekaj.-krzyknęłam,lecz ta już schodziła po schodach i udała,że mnie nie słyszy.
Wkurzyłam się,schowałam wszystko do pudełeczka i zeszłam na dół.Siostrę znalazłam w salonie,jednak ta starała się nie zwracając na mnie uwagi.Podeszłam do niej,złapałam ją za rękę i odwróciłam w swoją stronę.
-Czego chcesz?-zapytała,próbując wyrwać swoją rękę z mojego uścisku.
-Chcę,abyś w końcu się ogarnęła. Dla ciebie najważniejsze jest to,że twój chory umysłowo chłopak jest w poprawczaku, a to,że omal mnie nie zabił masz gdzieś!-po moich słowach Victoria zrobiła przerażoną minę.Wyglądała tak,jakby o niczym nie wiedziała.
-Marika,opanuj się-upomniał mnie Ryan.
-Odwal się ode mnie-krzyknęłam w jego stronę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
*****************
Nie rozumiałam dlaczego moja mama na siłę udawała,że nic się nie stało.Czemu nie powiedziała wszystkiego Victorii?
Nawet nie zwróciłam uwagi,kiedy znalazłam się pod domem Carly.Weszłam po schodkach i zapukałam.Po paru sekundach w drzwiach pojawiła się moja przyjaciółka,która od razu zaproponowała,abyśmy udały się w odwiedziny do Stefi.
***************
-Cześć Stefi- weszłam do sali szpitalnej i od razu rzuciłam się w stronę łóżka,żeby uściskać przyjaciółkę.
-Hej dziewczyny.Zabierzcie mnie stąd.Jedzenie jest ohydne,a pielęgniarki strasznie wredne.-zaczęła marudzić,krzywiąc się,jakby zjadła coś bardzo kwaśnego.
-Widzę,że dobrze się czujesz,że masz siłę narzekać-zaśmiała się Carly,pokazując jej język.
Na słowa swojej przyjaciółki,Stefi nachmurzyła się,ale za moment zaczęła się śmiać i chwyciła nas w objęcia,mocno ściskając.
-Hej dziewczyny-niespodziewanie do pokoju wszedł Will.
-Co ty tu robisz?-spytałam i podeszłam do niego,aby go przytulic.
-Rozmawiałem z Carly,a ona powiedziała,że idziecie odwiedzić Stefi,więc przyszedłem-uśmiechnął się i puścił mnie.
-Słuchajcie,pamiętacie ten liścik i amulet,który znalazłam?-spytał wszystkich.
-Coś kojarzę-odpowiedziała Carly.-A co?
-Mam go przy sobie-odpowiedziałam i przeczytałam im liścik.
Oto przysięga naszej przyjaźni.
Na zawsze najlepsze przyjaciółki.
Ten amulet to symbol naszej przyjaźni.
Nidy siebie nie zranimy,zawsze będziemy blisko siebie.
Amulet ten doprowadzi nas do szczęścia.
Nasze wspomnienia i tajemnice zostaną w naszych sercach.
"Zejdziesz w dół.Znajdziesz znak, tym znakiem będzie klucz,
który doprowadzi każdego do szczęścia"
       Sandra i Fibi♥

-Jaki dół?-spytała Stefi.
-Jaki klucz?
Wszyscy zaczęliśmy myśleć.
-Już wiem.-moi przyjaciele spojrzeli na mnie pytając wzrokiem.-Pamiętacie jak weszłam do łazienki i uciekłam oknem?
Wszyscy pokiwali głowami i czekali,aż im wytłumaczę.
-Jak wróciłam do domku i ukryłam się przy schodach,zobaczyłam,że dywan był przesunięty i pod nim była klapa.Pewnie prowadziła do piwnicy.
-A więc jedźmy tam i sprawdźmy to-zaproponował Will.
-Pojedziemy,ale dopiero jak Stefi wypiszą ze szpitala-upomniałam go.
-Wypisują mnie w środę-oznajmiła nam.
-Świetnie,jesteśmy umówieni-uśmiechnęłam się i wszyscy zaczęli rozchodzić się do domu.

Postanowiłyśmy,że będziemy dodawać do rozdziałów linki do obrazków.Mamy nadzieję,że spodoba wam się ten pomysł.Rozdział 12 jest już u Oli i niedługo zostanie podesłany do Joanny,która zrobi ostatnie poprawki.Czekamy na wasze komentarze :*
                                                                                  Daria,Joanna i Ola

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 10

                                                        ''Wizyta u psychologa''
Nazajutrz pod mój dom przyjechał Will wraz ze swoją mamą.
- To jak jedziemy? - zapytała.
Wyglądała koszmarnie. Miała podkrążone oczy, roztrzepane włosy i była nieumalowana, zupełnie tak samo jak moja mama.
- Już, już.... Viki my idziemy. - Krzyknęła, złapała mnie za ręke i wyszła.
 ***********
 Po godzinie w końcu dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy pod jakimś domem. Ze środka wyszła pewna pani i zaprosiła nas do środka. Niestety nasi rodzice nie mogli być przy tej rozmowie i musieli zostać w samochodzie. Gdy byliśmy już przy drzwiach usłyszałam,że do mamy ktoś dzwoni. Odwróciłam się. Gdy odebrała bardzo się ucieszyła. Powiedziała coś, spojrzała na mnie i skończyła rozmowę.
 **********
 Wizyta u psychologa trwała dość krótko. Pani Janet,bo tak miała na imię,poprosiła nas abyśmy wszystko jej opowiedzieli.Gdy skończyliśmy opowiadać,zadała nam parę pytań i powiedziała,że możemy już jechać,bo nie chce nas już męczyć.Następną wizytę mieliśmy mieć następnego dnia.
 ***********
Po wyjściu z domu od razu pobiegliśmy do samochodu.Ułożyłam się na kanapie z tyłu i po paru minut moje powieki zaczęły robić się ciężkie.Zasnęłam.W pewnym poczułam,że ktoś szarpie mnie za ramię.Otworzyłam oczy i ujrzałam moją mamę.Podniosłam się i stwierdziłam,że jesteśmy na miejscu.Pożegnałam się z Willem i jego mamą,i ruszyłam w stronę drzwi.Gdy weszłam zobaczyłam jakiegoś nieznanego mi mężczyznę.
 - Cześć,nazywam się Rayn.Jestem nowym chłopakiem twojej mamy.-powiedział,podchodząc do mnie i podając mi rękę.
 -Słucham?– zmarszczyłam brwi.-Mamo,co tu się dzieje?-zwróciłam się do niej.
 - Zakochałam się w nim - powiedziała moja rodzicielka i przytuliła się do niego.
 Nie zwracając uwagi na nawoływanie mamy,odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju.Czułam się okropnie.Nie chciałam.aby moja mama spotykała się z Rayn'em.Co z tatą? Czy już o nim zapomniała?
Pokręciłam głową.Nie umiałam odpowiedzieć na te pytania.
Gdy byłam przed swoim pokojem postanowiłam zajrzeć do pokoju siostry,ale ona jak mnie zobaczyła zaczęła krzyczeć:
- Wynoś się stąd.Nienawidzę cię. - Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak wkurzonej.Postanowiłam jak najszybciej stamtąd wyjść,bo w moją stronę leciała już poduszka.
 ********
 Weszłam do pokoju i zamknęłam się na klucz.
- Za dużo się przez te 3 dni wydarzyło.Nie mam teraz nikogo.-powiedziałam sama do siebie i westchnęłam.Otworzyłam okno i wyszłam przez.Szłam przez jakieś dwadzieścia minut i coś skłoniło mnie,żeby skręcić na dróżkę,która prowadziła do lasu.
*********
Szłam dłuższy czas,a wokół robiło się coraz ciemniej.O dziwo nie bałam się.Przez wydarzenia z wycieczki nad jezioro,zrobiłam się odważniejsza.Nagle usłyszałam coś i odwróciłam się.Zdążyłam zobaczyć białe światło,a później zemdlałam....





Mamy nadzieję,że nas nie zabijecie,za taką długą nieobecność :P Miałyśmy ogromnego lenia i brak chęci(a najbardziej ja-Joanne xD). Jedyne co możemy powiedzieć to:PRZEPRASZAMY.Rozdział 11 się pisze i mamy nadzieję,że niedługo zobaczycie go na blogu...A teraz komentujcie,bo jesteśmy ciekawe,co o myślicie o 10.
                                                                                                              Pozdrawiamy,
                                                                                                               Daria,Joanna i Ola

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 9

                                                         "Tak się kończy zabawa"
Poszłam do swojego domku,zdjęłam brudne ubrania i wzięłam prysznic. Byłam załamana.Ciągle miałam przed oczami moment,gdy wsadzałam nóż w plecy Fibi, a z jej rany ciurkiem leci krew.Jednak bardziej martwiłam się tym jak powiem mamie, że zabiłam człowieka. Niedługo miała przyjechać i mnie odebrać.Tego dnia czułam się okropnie, ale tłumaczyłam sobie,że gdybym nie zabiła Fibi to ja i moi przyjaciele nie żylibyśmy.Wtedy Justinowi i tej morderczyni wszystko uszłoby na sucho, bo przecież nikt by ich nie podejrzewał o zamordowanie pięciu osób.
*******
Po paru godzinach przyjechała moja mama i rodzice Will'a.Gdy tylko moja rodzicielka wysiadła z samochodu,od razu do mnie podbiegła i mocno przytuliła.  
- Wszystko będzie dobrze córeczko.-wyszeptała ze łzami w oczach,ale ja wiedziałam,że sama w to wątpi.
- Wiem mamusiu. - odparłam.
Próbowałam się uśmiechnąć, ale coś w środku mi nie pozwalało. Chwilę jeszcze mnie przytulała,aż przyszła moja wychowawczyni i powiedziała,że chce porozmawiać z mamą i rodzicami Willa, którzy również byli zapłakani.Weszli do pierwszego lepszego domku i długo z niego nie wychodzili.Ja w tym momencie razem z Will'em siedziałam przed nim i próbowałam się skupić,jednak wydarzenia z
ostatnich paru godzin uparcie krążyły po mojej głowie.
-Jak myślisz, o czym tak długo rozmawiają? - zapytał Will,przywracając mnie do rzeczywistości.
- Pewnie pani opowiada ze szczegółami wszystko co się wydarzyło- odparłam.
*********
Po kilkunastu minutach skończyli rozmawiać. Rodzice Willa zawołali go do samochodu i odjechali. Ja również wsiadłam do swojego auta i ruszyliśmy do domu.Podróż trwała kilka godzin.Mama przez całą drogę nie odzywała się do mnie. Była roztrzęsiona słowami nauczycielki. Odezwała się dopiero gdy dojechaliśmy do domu, a Victoria,nawet się ze mną nie witając,poszła spać.
- Kochanie, razem z rodzicami Willa chcielibyśmy abyście poszli do psychologa.Umówiliśmy was na wizytę juro rano.
Prawdę mówiąc nie byłam zdziwiona tym postanowieniem.Wiedziałam,że mama się
o mnie boi i chce dla mnie jak najlepiej,a ja w tym momencie potrzebowałam pomocy.
- Dobrze,mamo. - powiedziałam po chwili i ruszyłam do swojego pokoju z nadzieją,że uda mi się zasnąć i przespać całą noc bez koszmarów.
********
Po ilości komentarzy zdecydowałyśmy,że rozdział dodamy jeszcze dzisiaj.Jest on trochę nudny i nic się w nim nie dzieje,ale obiecujemy,że w następnym będzie więcej akcji.Jesteśmy bardzo zadowolone,że jednak to czytacie i komentujecie.Oby tak dalej,bo to bardzo motywuje i to właśnie przez wasze komentarze wzięłyśmy się do roboty i wstawiłyśmy rozdział.Dziękujemy.
                                                                                                                       Daria,Joanna i Ola ;)                                                                                                        

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 8

                                          " Czerwona krew"
Otworzyłam szkatułkę.W środku na czerwonej poduszeczce leżał liścik i amulet.Był jasnoniebieski,po prostu piękny.Schowałam to wszystko do kieszeni i wyszłam z domu.Will wziął na ręce Stefi,a ja i Carly szłyśmy obok niego.Bardzo się bałyśmy.Nie tylko dlatego,że było ciemno i strasznie,ale też dlatego,że naszej przyjaciółce nie zostało dużo życia.Pogrążona we własnych myślach,nawet nie zauważyłam,że Will w pewnym momencie zwolnił,a teraz już zupełnie stał i wpatrywał się w dal.
-A co jeżeli tu są wilki?-spytał nagle.
-Wilki?Naprawdę?Tylko o to się teraz martwisz?-popukałam się w czoło.
-Nie znasz bajki o czerwonym kapturku?
-Błagam,Will.Daj już spokój i idź dalej.
Szliśmy prawie godzinę,aż wreszcie pojawił się ośrodek.Pod głównym domkiem zobaczyliśmy wychowawczynię,kierowniczkę ośrodka i paru policjantów.Gdy tylko nas zobaczyli,od razu do nas podbiegli.Pani Lena znalazła się przy mnie pierwsza i od razu rzuciła mi się na szyję.
-O matko.Jak ja się o was martwiłam-szlochała.
Przez te parę dni zdążyłam dosyć dobrze ją poznać.Okazało się,że jest osobą wrażliwą i bardzo przyjazną.Od razu ją polubiłam.Była inna niż reszta nauczycieli.Wobec mnie zachowywała się jak druga mama.Moje rozmyślenia przerwał głos lekarza:
-Mają rany postrzałowe.Musimy zabrać je do szpitala-powiedział,po czym zawołał paru innych uzdrowicieli,którzy zanieśli Carly i Stefi do karetki.
-Co się stało?Macie coś wspólnego ze zniknięciem Sandry?-spytała nas wychowawczyni.
Wspólnie z Will'em opowiedzieliśmy jej co stało się w domku.Gdy doszło do mnie,że prawdopodobnie zabiłam Fibi- załamałam się.Rzuciłam na koc,który przyniosła właścicielka ośrodka i zaczęłam płakać.Will uklęknął obok mnie i przytulił do siebie,szeptając:
-Cicho Marika,wszystko będzie dobrze.Działałaś w obronie własnej,a także naszej.-zaczął gładzić mnie po włosach.
-Wiem,że to dla was trudne,ale musicie zaprowadzić nas do tego domku-oznajmił jakiś policjant.
Bez słowa wstaliśmy i zaczęliśmy iść w stronę krzaków.Po paru minutach staliśmy w miejscu,w którym już nigdy nie chciałabym się znaleźć.
-To ten domek-wskazałam palcem.
-Zostańcie tu-powiedział jeden z funkcjonariuszy,po czym wyjął pistolet i razem z grupką innych policjantów,zaczął skradać się w kierunku miejsca zbrodni.
-Powiedz,że to sen Will-szepnęłam,przytulając się do niego po raz drugi.
-Niestety,nie mogę tego powiedzieć-otarł moje łzy i przytulił z całej siły,chowając twarz w moich włosach.
-Chodźcie.Już jest bezpiecznie-jeden z policjantów zawołał nas.
Nie zważając na protesty Will'a weszłam za nim do domku.Zobaczyłam ciało Fibi z dużą ilością krwi.
-Niestety nie żyje-oznajmił jeden z funkcjonariuszy.
Zadali mi jeszcze parę pytań i powiedzieli,że mogę już iść.Pokręciłam się jeszcze po pomieszczeniu i gdy spojrzałam na podłogę zobaczyłam szkatułkę. Przypomniałam sobie o amulecie i liściku.Nie chciałam oddawać go policjantom,więc mocno ścisnęłam kieszeń i wyszłam na zewnątrz.Gdy stanęłam w progu,zobaczyłam grupkę policjantów prowadzących Justina do radiowozu.
-Ja nic nie zrobiłem-krzyczał i szarpał się.
Westchnęłam i podeszłam do Will'a.Po kilku minutach z domku wynieśli zwłoki Fibi i Sandry, włożyli je do karetki i odjechali.
-Dokąd je wiozą? - zapytałam nauczycielki, która była zszokowana całą tą sytuacją.
-Do kostnicy. - odpowiedziała bardzo przestraszona.
-Niech pani ich zabierze do ośrodka, pewnie są bardzo zmęczeni.- powiedział porucznik.
-Dobrze - przytaknęła nauczycielka.-Chodźcie-zwróciła się do nas.
Razem z Will'em posłusznie poszliśmy za wychowawczynią,a ja nie mogłam się doczekać,kiedy przeczytam liścik.


By Daria,Joanne i Ola

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 7

                                       Szkatułka
Gdy byłyśmy już ciasno ze sobą związane plecami,Justin i Fibi wyszli na dwór,żeby,jak się domyśliłyśmy,porozmawiać.
-I co teraz nimi wszystkimi zrobimy?-spytał Justin,sprawdzając czy drzwi są dokładnie zamknięte.
-Zabijemy-uśmiechnęła się lekko.
Justin pomyślał,że ta dziewczyna jest chora psychicznie.Nie rozumiał,jak kiedyś mogła mu się podobać.Chociaż nie,kiedyś była inna,taka delikatna,krucha,wiecznie uśmiechnięta.W przeciwieństwie do Sandry.Ona zawsze była silna,dzielna i niczego się nie bała.Obie były niesamowite,ale to zawsze z Fibi wolał się bawić.Jak to jest możliwe,że przez ten czas,aż tak bardzo się zmieniły?Na te pytanie nie umiał,niestety odpowiedzieć.
W tym samym czasie Marika i Stefi obmyślały plan jak uciec z tego okropnego domku i zawiadomić policję o całym zdarzeniu.;
-Masz jakiś pomysł jak stąd uciec?-zapytałam,przekręcając głowę i próbując spojrzeć na koleżankę.
-Nie,nie mam.-Stefi miała łzy w oczach,nie dziwiłam jej się,ja sama byłam przerażona i bardzo zmęczona,że aż oczy mi się same zamykały.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć,ale w tym momencie nasi porywacze weszli do środka.Widać było,że Justin się boi i wszystkiego żałuje.Z Fibi było wprost przeciwnie.Była przekonana,że nikt o niczym nie wie i miała to wszystko gdzieś,tylko,żeby zabijać.
Zaczęła przechadzać się po domku i zasłaniać wszystkie okna.Kiedy skończyła wszędzie było ciemno i ponuro,aż ciarki przechodziły po plecach.W tym momencie wpadł mi do głowy genialny pomysł.
-Fibi! Mam pilną potrzebę do łazienki-zwróciłam się do dziewczyny.
-A co mnie to obchodzi?
-Nie bądź taka,puść ją.-włączył się do rozmowy Justin.
-Ehh,no dobrze,tylko nie próbuj żadnych sztuczek-odburknęła,siadając na jedynym w tym pokoju,fotelu.
Chłopak podszedł do mnie,odwiązał mnie i pchnął lekko w kierunku drzwi do łazienki.Skrzywiłam się,gdy zobaczyłam martwe ciało Sandry.
-Dobra,trzeba coś wymyślić-mruczałam do siebie,chodząc w kółko po pomieszczeniu.Wtedy przypomniałam sobie o nożu,który mam ukryty w bucie.
Tylko co teraz?-spytałam sama siebie.
Usłyszałam głosy,więc podeszłam do drzwi,żeby lepiej słyszeć.
-Zaczynamy zabawę.
-Jak to? Chcesz mnie zabić?-wykrzyczała Stefi z płaczem.
-A jak myślałaś?-odpowiedziała dziewczyna.
Nie wiedziałam co mam robić.Musiałam działać jak najszybciej,bo druga z moich przyjaciółek,może zaraz stracić życie i dołączyć do Sandry.
-Marika,długo jeszcze?
-Moment.-odkrzyknęłam.
-Ruszaj się,chcę,żebyś widziała śmierć koleżanki.To naprawdę nic strasznego-zaśmiała się.
Zdeterminowana podeszłam do okna,otworzyłam je i tak samo,jak wcześniej Carly i Stefi,wyskoczyłam przez nie.Zamiast uciekać,obiegłam dom dookoła i weszłam drzwiami wejściowymi.
W tym momencie Fibi kazała Justin'owi wyprowadzić mnie z łazienki.Jednak mnie już tam nie było.
-Nie ma jej-zwrócił się do dziewczyny.
-Ty idioto! Idź jej szukać!
                                                                                                 ******
Schowałam się za półką,ale i tak Justin wyszedł przez okno,więc mnie nie zauważył.Fibi zaczęła strzelać,najpierw trafiła w wazon na próbę,a później wycelowała w Stefi.Gdy strzał poszedł,a Stefi upadła na ziemię,ja wybiegłam zza półki i włożyłam Fibi nóż w plecy.Upadła na ziemię,a ja na wszelki wypadek związałam ją.Szybko podbiegłam do Stefi.W miejscu,gdzie Fibi strzeliła leciało dużo krwi,dużo więcej niż u Carly.Bałam się,że za chwilę ją stracę.Rozwiązałam ją i próbowałam zatamować krwawienie.Uświadomiłam sobie,że Justin może zaraz wrócić,więc złapałam przyjaciółkę za nogi i wyciągnęłam ją na zewnątrz.Gdy przechodziłam obok Fibi,usłyszałam jak szepta:
-Szkatułka.Gdzie ona jest?
Nie przejęłam się tym.Położyłam Stefi na ziemię i rozejrzałam się dookoła.W pewnym momencie z krzaków wybiegł Justin i zaczął biec w moją stronę.Wyjęłam z buta nóż i czekałam na atak,z jego strony.Jednak nic takiego się nie stało,bo z innych krzaków wybiegł Wil i powalił go na ziemię.Po chwili podeszła do nas Carly,która wyglądała znacznie lepiej i powiedziała:
-Pomóż Wil'owi,a ja zajmę się Stefi.
Bez zastanowienia złapałam za kamień i uderzyłam nim Justin'a w głowę,który od razu zemdlał.Z pomocą Will'a wciagnęliśmy go do domku i związaliśmy tak,jak Fibi.
Gdy wychodziliśmy,zobaczyłam małą skrzyneczkę na łóżku.Przypomniały mi się słowa Fibi,więc podeszłam do niej i wzięłam ją w ręcę.
-Co robisz?-zapytał Will,marszcząc brwi.
-Muszę się dowiedzieć,o co w tym wszystkim chodzi-odparłam i otworzyłam ją.

                                        Mamy nadzieje,że się podoba rozdział :D
                                                                                                 By Daria,Joanne i Ola

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 6



                                             Zabawa w chowanego
Gdy weszli, nikogo w niej nie było, oprócz martwego ciała Sandry. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to otwarte okno.
-Musiały przez nie wyskoczyć-powiedział Justin, podchodząc do okna.-Tam są-krzyknął po chwili, wskazując palcem na oddalające się postacie.
-Biegną w stronę wodospadu. Chodźmy, załatwimy je-zarządziła Fibi, wybiegając z łazienki.
Podbiegła do drzwi wejściowych, z rozmachem otworzyła je i wyszła, a za nią chłopak, nadal trzymając w dłoni broń.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, wyszłam spod łóżka, a Will z szafy.
-Co teraz zrobimy? - spytał z lękiem. Widać, że się bardzo bał, tak samo jak ja.
-Nie wiem. Trzeba je ratować-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Weźmy lepiej jakąś broń, żeby móc się czym bronić-zaproponował.
Zaczęłam grzebać w różnych szafkach w poszukiwaniu jakiegoś ostrego przedmiotu. Znalazłam nóż i podałam go Will'owi, a dla siebie wzięłam latarkę, ponieważ na zewnątrz było już ciemno.
Gdy byliśmy już gotowi do drogi-wyszliśmy z domku i stanęliśmy przed nim.
-To w którą stronę mamy iść? - zaczął rozglądać się dookoła.
-Nie mam pojęcia.
-Zobacz, tam coś się świeci - wykrzyknęłam do Will'a.
Podeszliśmy tam. Okazało się, że był to jakiś zegarek, a zobaczyłam go ponieważ światło latarki odbijało się od szkiełka. Przypatrzyłam się mu.
-To zegarek Carly -  oznajmiłam po chwili.-Musiała go zgubić, gdy przedzierała się przez krzaki.
-Więc chodźmy w tamtą stronę-pokazał palcem.
                                                                                                  ******

-Już nie mam siły-mruknęła Stefi.
Szły już prawie dwadzieścia minut bez żadnego postoju, a końca lasu nie było widać. Chciały jak najszybciej się z niego wydostać i zwołać pomoc. Will i Marika mogli już nie żyć. Nie chciały o tym myśleć, zwłaszcza, że było ciemno, a one bardzo się bały.
-Jeszcze trochę. Niedługo koniec lasu i wyjdziemy do ośrodka.-zapewniła Carly.
-Nie prawda. Jesteśmy w pułapce! Fibi i ten chłopak znają ten las jak własną kieszeń i niedługo nas dopadną, i zabiją.-wydarła się Stefi.
Carly zamurowało. Jeszcze nigdy nie widziała przyjaciółki w takim stanie. W głębi  duszy, rozumiała ją. Sama była już wyczerpana i miała mało nadziei, że wrócą całe do domu. Usiadła na przewróconym konarze drzewa i popatrzyła na Stefi. Po chwili ta zrobiła to samo.
-I co teraz? - spytała
-Musimy iść dalej-zarządziła Carly, wstając i podając rękę przyjaciółce. Razem ruszyły dalej w stronę wodospadu.
                                                                                                  ******
Chodzenie po tym lesie było jak zabawa w chowanego. Miałam dość, byłam wyczerpana, zmęczona i do tego musiałam znosić 'ględzenie' Will'a. Nawet nie wiem o czym on do mnie mówił. Po chwili poczułam jak złapał mnie za ramię i zmusił do spojrzenia w jego oczy.
-Marika...-zaczął.
-Tak? - spytałam.
-Bo ja...ja...będziesz się śmiała-odpowiedział zrezygnowany.
-Nie będę .Obiecuję.
-Boję się ciemności.-odwrócił się ode mnie.
-Yyy - zająknęłam się.- Wow, zaskoczyłeś mnie. Może lepiej to ty weź latarkę, a ja nóż.- zaproponowałam.
-Dzięki - odpowiedział, biorąc ode mnie latarkę, a oddając mi jedyną, naszą broń.
                                                                                                   *****
-Muszą tu gdzieś być-zgrzytnął zębami Justin.
-Ciszej ,bo nam zwieją - ostrzegła go Fibi, przyglądając się swoim paznokciom. - Słyszysz? - spytała po chwili.
Dziesięć metrów dalej płynął strumyk przy którym Carly i Stefi postanowiły odpocząć. Właśnie obmywały się z błota w kiedy zza krzaków wyszła Fibi i Justin. Ja wraz z Willem schowałam się w krzakach i obserwowaliśmy co się dzieje. Gdy Fibi coraz bardziej się bulwersowała i w końcu wyjęła pistolet,powiedziałam do Willa, że nieważne co się stanie ma stąd nie wychodzić,dopóki Fibi i Justin stąd nie pójdą. Po tych słowach Fibi oddała strzał. Gdy celowała już w Stefi, wybiegłam i wykrzyczałam:
- Nieeee!!! – rzuciłam się na zabójczynię i powaliłam ją na ziemię, a broń wrzuciłam do wody. Podbiegłam do Carly i zorientowałam się, że trafił w ramię.
Fibi podniosła się i powiedziała złowieszczym głosem:
-To kto następny? Ty Marika, czy Stefi? -zapytał wrednie, obracając w dłoni nóż który zgubiłam.
- Lepiej zabierzmy je do domku i tam się nimi zajmiemy. – powiedział Justin.
- Dobra, ty weź tamtą - wskazała na mnie.
Podszedł do mnie,chwycił mocno za rękę i zaczął prowadzić w tym samym kierunku skąd przyszliśmy.
Po chwili marszu zapytałam:
-Co się wydarzyło między tobą a Sandrą?
-Gówno cię to obchodzi smarkulo.- syknał nie patrząc na mnie.
Szliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów i w końcu doszliśmy do domku w którym kiedyś bawiły się Fibi i Sandra.
Weszliśmy do środka, a Fibi kazała Justinowi nas związać.
- Co chcesz nam zrobić?! - wykrzyczała z płaczem Stefi.
- Już niedługo się przekonasz - powiedziała ze sztucznym uśmiechem Fibi, zacierając ręce.


Przepraszamy,że nas tak długo nie było,ale miałyśmy bardzo dużo pracy i obowiązków.Dzisiaj doszła do nas nasza koleżanka,Ola,która razem z Joanne będzie poprawiała rozdziały.Następny rozdział jeszcze nie został napisany,więc nie wiadomo,kiedy zostanie dodamy.Pozdrawiam,Joanne,Daria oraz Ola




sobota, 2 marca 2013

Rozdział 5


                                                                            ''Mgła przerażenia''
-Co?-tylko tyle zdołałam wyjąkać.A co jeśli powie to wychowawczyni?Będziemy miały przechlapane.Nie mogłam się uspokoić.Byłam zdenerwowana.
-Może lepiej wyjdziemy?-za proponował Will i zaczął kierować się do wyjścia.
Wszystkie wyszłyśmy za chłopakiem i skierowaliśmy się do naszego domku.Po drodze spotkaliśmy policję i Fibi.Pytali ją o wszystko dotyczące Sandry.Widziałam jej minę.Taką smutną,taką udawaną.Weszliśmy do domku i razem z dziewczynami rzuciłyśmy się na łóżko.Will trochę zmieszany usiadł na fotel.Wszyscy zaczęli rozmawiać o ostatnich wydarzeniach.Wszyscy oprócz mnie.Ja leżałam i wpatrywałam się w sufit,słuchając przyjaciół.
-Wychodzi na to,że ktoś wyjął ją z jeziora-podsumował Will,drapiąc się po brodzie.Swoją drogą zabawnie to wyglądało-uśmiechnęłam się do swoich myśli.
-Może to Fibi?-podsunęła Stefi.
-To nie miałoby sensu-wtrąciłam.
-Też tak sądzę-mruknął chłopak,patrząc przez okno na jezioro.Widać było,że uparcie nad czymś myśli,bo zmarszczył brwi i patrzył nieobecnym wzrokiem na taflę wody w jeziorze.
-Chodźmy poszukać wskazówek-zaproponował,po chwili milczenia.
Wszystkie zgodziłyśmy się i zaczęliśmy poszukiwania.Nie poszliśmy nad jezioro,bo uznaliśmy,że byłoby to zbyt podejrzane.Postanowiliśmy rozejrzeć się po ośrodku.
Gdy przechodziłam pod jednym z domków,usłyszałam panią Lenę rozmawiającą z jednym z policjantów.Podeszłam na palcach pod okno i zaczęłam słuchać.Policjant mówił,że ciało Sandry zniknęło.Bez słowa wycofałam się spod okna i zaczęłam szukać reszty.Znalazłam ich pod domkiem.Gdy opowiedziałam im,co usłyszałam,byli w szoku.
-Musimy iść do domku Sandry i Fibi.Na pewno coś tam znajdziemy-powiedział Will,wstając i pokazując ruchem dłoni,żebyśmy poszły za nim.
Po chwili byliśmy na miejscu.Will postanowił,że my wejdziemy do środka,a on ustanie na czatach.Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to laptop,prawdopodobnie należący do Sandry.Gdy włączyłyśmy go,okazało się,że ma ustawione hasło.Ponad pięć minut próbowałyśmy się włamać.Wymyślałyśmy przeróżne możliwe hasła,ale wszystko na nic.Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i włożyłam ręce do kieszeni.Czując w nich jakiś papierek,wyciągnęłam z nich kartkę z nieznanym mi numerem.Bez zastanowienia przybliżyłam do siebie laptopa i zaczęłam wpisywać cyfry,zapisane na karteczce.Udało się,hasło było poprawne.Jednak w laptopie nic ciekawego nie znalazłyśmy,więc szukałyśmy dalej.Po 5 minutach Carly znalazła pamiętnik,należący do Sandry(różowy z puchatym serduszkiem na okładce.Tak,to na pewno jej.)Gdy chciałyśmy otworzyć i zacząć czytać,usłyszałyśmy pukanie w ścianę domku.To był znak dawany przez Will'a,że Fibi wraca.Szybko podbiegłyśmy do okna i wyskoczyłyśmy przez nie.Mamy szczęście,że te domki są nie za wysokie,bo już dawno byłoby po nas.
Gdy doszłyśmy do własnej ''chałupki'' wszystkie tym razem rzuciłyśmy się na łóżko i zaczęłyśmy czytać.To było straszne.Pisała,że zabije Fibi za to,że spotyka się z pewnym chłopakiem,którego imienia nie napisała.
-Ale wyszło na obrót-podsumował Will.
-Tak,ale gdzie jest ciało?-spytała Stefi,oddając mi pamiętnik.Zaczęłam go kartkować i przez przypadek otworzyłam na ostatniej stronie.
-Znalazłam!-wykrzyknęłam po chwili.-Zobaczcie-pokazałam palcem na pewien fragment notki Sandry.
                                                                                                                         Lipiec,2004r,                   Często tam przyjeżdżaliśmy razem z moją przyjaciółką Fibi i jej rodzicami.Chciałyśmy mieć kącik do zabawy,więc zapragnęłyśmy własny domek.Poprosiłyśmy naszych tatusiów,żeby nam zbudowali i się zgodzili.Następnego dnia był już gotowy.Razem z Fibi zaniosłyśmy tam ulubione zabawki i wszystko to,co kochałyśmy.Właśnie tam chciałyśmy zostać na zawsze.
                                                                                                                           Sandra
-Ciało jest w tym domku.-powiedziałam,spoglądając na wszystkich.
-Pisała to osiem lat temu,ten domek może już nie istnieć-skrzywił się Will.
-Ale możemy spróbować-odpowiedziałam.-Chodźmy tam jeszcze dziś.
-Dobrze,ale już jutro wyjazd-zgodziła się Carly.
-Musimy coś zrobić,żeby jutro nie wyjechać-stwierdziła Stefi.
Wymyśliliśmy,że Will schowa się w lesie i wszyscy pomyślą,że się zgubił.W tym czasie będziemy szukali ciała.Postanowiliśmy,że zaczniemy od razu.
                                                                                                        *****                                                                                                                                            
Powoli robiło się coraz ciemniej,a my nadal nie znaleźliśmy miejsca,w którym ukryta była Sandra.Szliśmy,coraz bardziej zmęczeni i wyczerpani,ale nie stawaliśmy.Wiedzieliśmy,że gdzieś tam jest ciało dziewczyny i Fibi,osoba,która z zimną krwią zabiła swoją najlepszą przyjaciółkę.Wzdrygnęłam się.Jak można być tak okrutnym?Na to pytanie nie znałam odpowiedzi.Tak jak na wszystkie inne,związane z tą osobą.
Pogrążona w myślach,nie zauważyłam,że wyszliśmy na polanę.Wszyscy zatrzymali się,a ja wpadłam na Willa.
-Wybacz-mruknęłam cicho.
-Nic się nie stało.To wchodzimy?-spytał chłopak.
Wszyscy,jeden za drugim weszli do drewnianego domku.Zaczęliśmy szukać,ale nic nie znaleźliśmy oprócz paru zabawek i ubrań.Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej.W chwili,gdy Carly miała otwierać drzwi do następnego pomieszczenia,usłyszeliśmy głosy.Na nasze ogromne nieszczęście należały do Fibi i jakiegoś chłopaka.Popatrzyliśmy się na siebie i w jednej chwili wszyscy rzucili się w poszukiwaniu miejsca,w którym mogliby się schować.Ja wskoczyłam pod łóżko,Will do szafy,a dziewczyny wbiegły do łazienki.Gdy drzwi się za nimi zamknęły,do środka weszli Fibi z Justinem,nowym chłopakiem mojej siostry.
-Co zrobimy z ciałem?-zapytał,siadając na krzesło.
-Zakopiemy albo spalimy-wzruszyła ramionami,rzucając na łóżko,pod którym byłam ukryta.Pod jej ciężarem zapadło się,a ja ledwo mogłam oddychać.
Ich rozmowę przerwał pisk,dochodzący z łazienki.Szybko wstali i z przerażeniem spojrzeli na siebie.
-Czy to Sandra?-spytała Fibi drżącym głosem.
-Nie wygłupiaj się.Przecież nie żyje-popukał się w czoło Justin i z tylnej kieszeni spodni wyjął pistolet.-Wchodzimy-zarządził.
Trzymając w dłoni broń,razem z Fibi wszedł do łazienki...

Przepraszamy za spóźnioną notkę,żadna nie miała czasu dodać.
                                                                                                                 Daria i Joanne

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 4

                                                             ''Numer Twojej Duszy''
Zaczęłam uciekać.Biegłam co sił w nogach przed siebie.Słyszałam,jak Fibi jest coraz bliżej mnie.Po chwili potknęłam się o wystający korzeń i runęłam na ziemię.Dziewczyna podbiegła do mnie i chciała uderzyć mnie kamieniem w głowę,lecz usłyszała głos wołający mnie.
-Marika!gdzie jesteś?-ów głos należał do Willa.Szedł w naszą stronę.
-Masz być cicho.Zrozumiano?-wysyczała Fibi,puszczając mnie.
Szybko wstałam i zdążyłam się otrzepać,gdy Will wszedł na polanę,gdzie stałyśmy.
-Znalazłaś bransoletkę?A co ty tu robisz Fibi?-spytał,zwracając się do dziewczyny.
-Pomogła mi szukać bransoletki-odpowiedziałam szybko za nią.
-Tak,to prawda.Mam nadzieję,że będziesz jej pilnowała.Jest bardzo ładna-uśmiechnęła się sztucznie.-Ja muszę już iść,to cześć-pożegnała się i zaczęła się wycofywać,prędzej posyłając mi znaczące spojrzenie.Razem w Will'em wróciłam na film,jednak okazało się,że już się skończył.Pożegnałam się z chłopakiem i poszłam do własnego domku.Zastałam w nim dziewczyny,które oglądały telewizję.Ja zaczęłam pisać w pamiętniku wszystko co mnie dzisiaj spotkało.Gdy skończyłam postanowiłam wziąć prysznic.Umyta i pachnąca ubrałam się w krótkie szorty i koszulkę,służące jako moja pidżama.Wyszłam z łazienki i pierwsze co rzuciło mi się w oczy,to koleżanki czytające mój pamiętnik.Szybko podeszłam do nich i wyrwałam im notes z rak.
-Co wy robicie?Czemu czytacie to bez pytania?-zaczęłam się wydzierać na nie.
-Nie krzycz na nas.Chciałyśmy pożyczyć jedną kartkę i natrafiłyśmy na tą notkę-powiedziała spokojnie Stefi,pokazując mi moją ostatnią notatkę o Fibi i Sandrze.
-Czemu nam nie powiedziałaś-spytała Carly.
-Nie wiem,bałam się-mruknęłam,już spokojnie,wpatrując się w podłogę.Dziewczyny popatrzyły na siebie,a później na mnie i w jednej chwili były już przy mnie,obejmując mnie.
-Musimy ją znaleźć.Może jest gdzieś na plaży i potrzebuje pomocy-powiedziała po chwili Stefi.
Kiwnęłam głową i w milczeniu założyłam na siebie sweter.Razem wyszłyśmy z domku i zaczęłyśmy przeszukiwać plażę.Pomimo,że było jeszcze lato,teraz zrobiło się już ciemno.Nie miałyśmy latarki,więc świeciłyśmy telefonami.Na nic.Nigdzie jej nie było widać.Zrezygnowane wróciłyśmy do domku i poszłyśmy spać.
                                                                   *****
Rano obudziłam się jako pierwsza i zajęłam łazienkę.Gdy wyszłam,dziewczyny już nie spały.Popatrzyłam na nie smutno i zaczęłam czesać włosy.Pół godziny później razem szłyśmy na zbiórkę.Jak zwykle wszyscy na nas czekali.Wychowawczyni spojrzała na nas z grobową miną i rzekła:
-Niestety,rano dostałam informację,że wasza koleżanka-Sandra zgubiła się.Razem z całym personelem zaczęliśmy jej już szukać,dlatego dzisiaj zajęć nie będzie i możecie robić co chcecie.To wszystko co chciałam wam powiedzieć,a teraz migiem na śniadanie-na koniec uśmiechnęła się,aby dodać nam otuchy.
Całą grupą ruszyliśmy w stronę jadalni.Na śniadanie były naleśniki z polewą czekoladową i bitą śmietaną<mniam>. Po posiłku Stefi postanowiła iść na plażę poopalać się,a ja z Carly wróciłyśmy do domku.Nie minęło piętnaście minut,a do domku wbiegła Stefi dysząc ciężko.
-Chodźcie,musicie to zobaczyć-wykrzyczała.Wymieniłam zdziwione spojrzenia z Carly,lecz posłusznie wstałam.
-No szybciej-popędzała nas.Po dziesięciu minutach byłyśmy na plaży.To co tam zobaczyłam,przeszło moje najśmielsze oczekiwania.Na piasku leżała Sandra.Martwa.Zakryłam usta dłonią i stałam jak sparaliżowana.
-Popatrzcie,ona ma siniaki-po chwili odezwała się Carly,pokazując nam znaki na jej ciele.
-Ktoś ją musiał wyciągnąć z wody,bo jakby była martwa ,nie wypłynęłaby na środek plaży-stwierdziła Stefi.
-Po prostu geniusz-pomyślałam i zaśmiałam się w myślach.
-To co robimy?-spytała po chwili Stefi.
-Najlepiej stąd chodźmy,bo będzie na nas.-powiedziała i zaczęła się oddalać.
Nie wiedziałam co mam robić.Przecież nie mogłam zostawić jej martwego ciała i sobie pójść nie wiadomo gdzie.Po chwili namysłu,odwróciłam się i poszłam za dziewczynami.Weszłyśmy z powrotem do domku i każda zajęła się swoimi sprawami,jak gdyby nigdy nic.Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
                                                                     *****
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię.Otworzyłam oczy i przeraziłam się.Nade mną stała Fibi i uśmiechała się głupio.Jakaś psychiczna,przeleciało mi przez głowę.Byłam przerażona,ale starałam się tego nie pokazywać.Nie przy niej.Rozejrzałam się po pomieszczeniu.Byłyśmy same.Pewnie dziewczyny poszły do koleżanki obok-pomyślałam.
-A teraz mnie posłuchaj,malutka.Znaleźli ciało Sandry.Masz być cicho,bo inaczej może spotkać Cię ten sam los,co tej idiotki-powiedziała groźnie,patrząc mi w oczy.Po chwili wstała i podeszła do drzwi wejściowych.
-Zabiłaś ją-wykrzyknęłam,wstając z łóżka i zmierzając w jej stronę.Nie wiem jak to się stało,ale mój strach zniknął.Zamiast tego czułam nienawiść do tej dziewczyny.
-No i co z tego?Miała za swoje.Byłam jej przyjaciółką,więc nikt nie uwierzy,że mogłabym jej coś zrobić-po tych słowach znowu uśmiechnęła się,jak szaleniec.
Usłyszałyśmy kroki na zewnątrz,więc Sandra podbiegła do okna i otworzyła je.Zdążyła powiedzieć tylko:''pamiętaj'' i wyskoczyła.Po chwili do domku weszły Stefi i Carly.
-Znaleźli ciało Sandry-powiedziała Stefi,opuszczając wzrok.
-Wiem-mruknęłam.Dziewczyny popatrzyły na mnie zdziwione.-Była tu Fibi,kazała mi być cicho-dopowiedziałam.
Dziewczyny były w szoku.Powiedziały mi,że za dziesięć minut zbiórka,więc postanowiłyśmy wyjść już teraz,żeby tym razem się nie spóźnić.Byłyśmy pierwsze.Po paru minutach zaczęli schodzić się inni,wszyscy zachowywali się cicho i czekali na przemowę pani Leny.Po chwili zaczęła:
-Jak pewnie już wszyscy zdążyliście się dowiedzieć na plaży znaleźliśmy ciało waszej koleżanki-Sandry.Prawdopodobnie wpadła do jeziora i utopiła się.Niedługo będzie tu policja i zbada całą sprawę-powiedziała z grobową miną.-A teraz na obiad-zarządziła po chwili milczenia.
Wszyscy ruszyli do stołówki,nie odzywając się do siebie.Gdy zajęłam miejsce obok Stefi i Carly,podszedł do nas Will.
-Przy ciele Sandry znalazłem tą karteczkę-powiedział podając mi ją.Na kartce były napisane cyfry:5667.
-Czemu mi to dajesz?-spytałam,patrząc na niego.
-Widziałem was,jak znalazłyście ciało....
*****
Od dzisiaj notki będą dodawane w każdy piątek.
                                                                                                               Daria i Joanne

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 3

                                                                           ''Ostatnia łza"
Odwróciłam się.Za mną stał jakiś chłopak,którego kojarzyłam z mojej nowej klasy.Po chwili odezwał się:
-Hej,jestem Will.Chodzimy razem do klasy-uśmiechnął się.
-Cześć,nazywam się Marika.Miło mi cię poznać-odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak chciał jeszcze coś powiedzieć,ale przyszły moje przyjaciółki i wepchały się między nas.
-Chodźmy zobaczyć nasz pokój-powiedziała Carly,ciągnąc mnie za rękę w stronę domków,w których miałyśmy mieszkać.Odwróciłam się i wykrzyknęłam do Willa:
-Miło mi się z tobą rozmawiało,paa.
Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się i pomachał do mnie ręką.Po chwili odwrócił się i ruszył w stronę swojego domku.Ja nadal cały czas myślałam o tym śnie.Byłam przerażona.Nie wiedziałam o co chodzi.Moje rozmyślenia przerwał głos mojej kumpeli.
-Wchodzimy?-spytała Stefi.
-Oczywiście.Chyba nie będziemy stać jak idiotki przed domkiem?-Carly spojrzała z politowaniem na przyjaciółkę i weszła do środka.Popatrzyłam na Stefi i uśmiechnęłam się do niej,kręcąc głową.Weszłam do domku i oniemiałam.Spodziewałam się obskurnego,małego domku z oknem i piętrowymi łóżkami,a co zobaczyłam? Ujrzałam dosyć duże,drewniane pomieszczenie z jednym,ale bardzo dużym oknem.Pod jedną ze ścian były trzy solidne łóżka,a pomiędzy nimi małe stoliki nocne.Po drugie stronie była ogromna szafa,stół z krzesłami i drzwi,prawdopodobnie prowadzące do łazienki.Na środku leżał duży,puchaty dywan w kolorze fioletu i różu.
-Wow-pierwsza odezwała się Stefi patrząc na to wszystko swoimi wielkimi oczami.
-Taak-dopowiedziała Carly.
Pierwsza otrząsnęłam się ja.Podeszłam do pierwszego łóżka i rzuciłam wszystkie torby na nie.
-Rozpakowujemy się?-spytałam,patrząc na pozostałe koleżanki stojące w tym samym miejscu co dwie minuty temu.
-O tak.Idę-mruknęła Stefi,przechodząc do swojego łóżka,stojącego obok mojego.Łóżko Carly było ostatnie.
Gdy się rozpakowałyśmy Carly włączyła muzykę i razem ze Stefi zaczęła biegać i krzyczeć po całym domku.Ja w tym czasie weszłam do łazienki i zadzwoniłam do mamy.Opowiedziałam jej o podróży i nowym chłopaku.Gdy skończyłam,wyszłam i zobaczyłam moje przyjaciółki siedzące na moim łóżku i malujące się nawzajem.
-Jak skończycie,posprzątajcie-mruknęłam,siadając na krzesełku i czytając książkę,którą zaczęłam jeszcze w wakacje.O czternastej razem z dziewczynami wyszłyśmy na zbiórkę.Po drodze spotkałyśmy Willa i razem z nim dołączyłyśmy do grupy.Na początek pani oprowadziła nas po ośrodku i powiedziała gdzie możemy chodzić,a gdzie ma nas nie widzieć.Po zbiórce wszyscy poszliśmy na obiad,którym była pizza.Gdy skończyliśmy posiłek,wychowawczyni oznajmiła,że za godzinę idziemy na kajaki.Razem z dziewczynami wróciłam do domku.Kiedy wchodziłyśmy,zobaczyłam jak z domku numer 17 wychodzą dwie dziewczyny,podobne do tych,które widziałam w śnie.
-Co to za dziewczyny?-spytałam,nie spuszczając ich z oczu.
-To Sandra i Fibi.Nie lubimy ich,są głupie i przemądrzałe-odpowiedziała Carly,wchodząc do domku.
-Aha-mruknęłam głupio,jednak dziewczyny tego nie dosłyszały.
Po godzinie,przebrane i odświeżone wróciłyśmy nad jezioro.Wszyscy już tam byli.Każdy dostał własny kajak i kamizelkę.Wszyscy byli szczęśliwy i cali mokrzy.Will,nowo poznany chłopak wpadł do jezioro.Na szczęście miał kamizelkę i wszystko skończyło się dobrze.Po kajakach,wybraliśmy się na wycieczkę do lasu.Spacer trwał godzinę.Gdy wróciliśmy czekała na nas kolacja,czyli pyszne kanapki.Zjedliśmy i poszliśmy do największego domku,w którym był rzutnik wyświetlający film na ścianie.Wspólnie wybraliśmy horror do obejrzenia.Po trzydziestu minutach zmęczona położyłam się na podłodze i przymknęłam oczy.
-Nie śpij,bo cię okradną-usłyszałam przy uchu.Podniosłam głowę i ujrzałam Willa,uśmiechającego sie do mnie.
-Dzięki,będę uważać-zaśmiałam się.-A teraz przepraszam,ale muszę wrócić nad jezioro,bo chyba zgubiłam tam moją ulubioną bransoletkę-odparłam i wstałam,kierując się do wyjścia.Gdy byłam przy jeziorze,zobaczyłam Fibi i Sandrę.Kłóciły się.Po chwili Fibi popchnęła koleżankę do jeziora,a ta zaczęła się topić.Chciałam coś zrobić,podbiec,pomóc,ale nie mogłam się ruszyć.Po chwili blondynka odwróciła się i mnie zauważyła.Podniosła z ziemi kamień i zaczęła biec w moją stronę...

             Według mnie trochę krótki i nudny,ale sami oceńcie.Nowy rozdział za parę dni.
                    Czekam na wasze komentarze.^^
                                                                                                  Pozdrawiam,
                                                                                                  Daria i Joanne

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział 2


                                      ''Pierwszy dzień w nowej szkole''
Równo o 6:30 obudził mnie budzik.Wstałam,wzięłam szybki prysznic i ubrałam się.Zadowolona zeszłam na dół,do kuchni.Zaczęłam zastanawiać się co zrobić na śniadanie.Wpadłam na tosty.Wyjęłam ser z lodówki,ale okazało się,że jest przeterminowany.Postanowiłam,że zrobię kanapki.Gdy skończyłam,mama i siora weszły do kuchni.
-Dziękuję Ci,córeczko-podziękowała moja mama,Candy,odbierając ode mnie kanapki.Gdy zjedliśmy,pozmywałam,a Victoria w tym czasie rozłożyła się na kanapie w salonie i zaczęła oglądać telewizję.
-Victoria,spóźnisz się do szkoły!-zwróciła się do siostry,moja rodzicielka.
-Mam na drugą lekcję-mruknęła Vicki nie spuszczając wzroku z telewizora.
-Ja już muszę lecieć-krzyknęłam,zakręcając wodę i chwytając torbę z książkami.-Pa,mamusiu-cmoknęłam mamę w policzek,po czym wyszłam i skierowałam się w stronę szkoły,do której będę teraz chodzić.Gdy weszłam do budynku-oniemiałam.Wszystko było wykonane bardzo nowocześnie.Białe ściany,duże,niebieskie szafki i lśniące czystością płytki.W oddali widać było nowe,drewniane schody prowadzące na piętro.W środku było niewielu uczniów,ponieważ zostało około dwudziestu minut do lekcji,a ja chciałam być prędzej,żeby lepiej poznać szkołę.Podeszłam do jednej dziewczyny i zwróciłam się do niej:
-Hej,jestem nowa.Nazywam się Marika.Mogłabyś pomóc mi znaleźć moją szafkę?Mam numer 345-uśmiechnęłam się.
-Hej,jestem Stefi.Chodźmy,twoja szafka jest niedaleko-powiedziała,odwzajemniając uśmiech.Była to drobna blondynka o wielkich,szarych oczach.Na oko miała tyle samo lat co ja.
-To twoja szafka-powiedziała,wskazując dużą,zadbaną szafkę.
-Dzięki wielkie-odpowiedziałam,otwierając ją i wkładając wszystko co będzie mi potrzebne,czyli kilka podręczników,szczotkę do włosów,lusterko i moje ulubione perfumy.
-Nie ma za co.Do której klasy chodzisz?-zapytała,przyglądając mi się.
-1b.A ty?-odwróciłam się i również na nią spojrzałam.
-Ja też-ucieszyła się blondynka.
-To świetnie.Mogłabyś pokazać mi klasę,w której będziemy miały pierwszą lekcję?-spytałam.
-Oczywiście,chodźmy-uśmiechnęła się i zaczęła kierować się w stronę schodów.Zamknęłam szafkę i pobiegłam za nią.Po chwili byłyśmy pod klasą od biologii.Dzisiaj pierwszą lekcją była godzina wychowawcza,a moja,nowa wychowawczyni uczyła biologii,czego dowiedziałam się od Stefi.Gdy zabrzmiał dzwonek na lekcję,razem z wszystkimi weszłam do klasy.Pani Lena,bo tak nazywała się wychowawczyni przedstawiła mnie całej klasie i kazała usiąść razem ze Stefi,z czego byłam bardzo zadowolona,bo bardzo ją polubiłam.Gdy usiadłam pani zaczęła opowiadać o wycieczce nad jezioro na 3 dni.W połowie lekcji ktoś pociągnął mnie za bluzkę,więc odwróciłam się.Ujrzałam bardzo ładną dziewczynę,podobną do Stefi,jednak ta była brunetką.
-Hej,jestem Carly,miło mi-uśmiechnęła się,podając mi ręke.
-Jestem Marika,mi również-powiedziałam,uściskując rękę.Zaczęłam z nią rozmawiać.Okazało się,że jest równie miła co Stefi.
Po chwili usłyszałam dzwonek,więc wstałam i skierowałam się do wyjścia z moimi,nowymi koleżankami.Gdy szłam pod klasę,w której miałam następną lekcję,zobaczyłam moją siostrę,Victorię rozmawiającą z jakimiś plastikami.
-Twoja siostra?-spytały dołączając do mnie
-Niestety-zaśmiałam się.
Gdy skończyły się wszystkie lekcje,razem ze Stefi i Carly wyszłam ze szkoły i skierowałam się w stronę domu.Z ulgą stwierdziłam,że nie mam nic zadane.Nie miałabym głowy,żeby dzisiaj coś odrabiać.Pomyślałam,że mogłabym zaprosić je do domu.
-Dziewczyny,co wy na to,żebyśmy poszły do mnie?-spytałam.
-Jasne-odpowiedziała Carly.
-A ty,Stefi?-zwróciłam się do blondynki.
-Z wielką chęcią-uśmiechnęła się.
Zaczęłam prowadzić je do swojego domu.Gdy doszłyśmy,wyjęłam klucze z plecaka i wpuściłam je do środka.
-Masz bardzo ładny dom-skomentowała Carly,oglądając jakąś starą figurkę.
-Dziękuję-odpowiedziałam.-Chcecie coś do picia?-spytałam.
-Ja dziękuję-odmówiła grzecznie Stefi.
-Ja również-odpowiedziała Carly,odkładając figurkę na półkę.
-Okej,więc chodźmy do mojego pokoju-pokazałam gestem,żeby poszły za mną.Spędziłyśmy 2 godziny na rozmowie i oglądaniu filmów.Gdy usłyszałam,że mama wróciła z pracy przeprosiłam moje nowe koleżanki i zeszłam na dół.W przedpokoju zobaczyłam mamę,więc podbiegłam do niej i przywitałam się:
-Witaj mamusiu.Na górze są moje nowe koleżanki,nie gniewasz się,że je zaprosiłam bez twojej wiedzy?-spytałam
-Oczywiście,że nie córeczko.Możesz zapraszać kogo chcesz-odpowiedziała,czochrając moje włosy.-Zaraz będzie obiad.Zawołaj je,chętnie poznam twoje koleżanki-uśmiechnęła się i poszła do kuchni.
Pobiegłam z powrotem do pokoju i zaprosiłam je na obiad.Chwilę później wszystkie,uśmiechnięte schodziłyśmy po schodach do kuchni.Przedstawiłam Carly i Stefi mamie i wspólnie zabrałyśmy się do jedzenia.Po zjedzeniu zebrałam talerze i poszłam je pozmywać.Zlew był niedaleko stołu,więc słyszałam całą rozmowę mamy i koleżanek.Okazało się,że szybko znalazły wspólny język.Widać było po mamie,że bardzo je polubiła.Gdy skończyłam zmywać,dziewczyny musiały już iść.Pożegnałam się i zwróciłam się do mamy:
-A gdzie Victoria?-zdziwiłam się.
-Dzwoniła do mnie,że jest z koleżankami na zakupach-odpowiedziała,popijając kawę,którą przed chwilą sobie zaparzyła.
-Aha-mruknęłam głupio.
Po chwili drzwi otworzyły się i do środka weszła moja siostra.Rozebrała się i zaczęła opowiadać o swoich nowych koleżankach i zakupach.Pokazała nam nową sukienkę,którą kupiła na przecenie.Podobała mi się,możliwe,że kiedyś sobie ją pożyczę bez pytania.Gdy skończyła opowiadać,stwierdziłam,że jestem zmęczona,więc pójdę się położyć.Powiedziałam mamie 'dobranoc' i udałam się do pokoju.Wzięłam prysznic,przebrałam się w moją ulubioną pidżamkę w słoneczka i położyłam się do łóżka.Po chwili zasnęłam.
                                                                                        ******
Nadszedł dzień wyjazdu.Obudziłam się o szóstej rano i zaczęłam się ubierać.Zeszłam na dół,zjadłam śniadanie,pożegnałam się z mamą,obiecując,że będę codziennie dzwonić i wyszłam z domu.Gdy doszłam do szkoły,wszyscy już czekali przed budynkiem na przyjazd autokaru.Odnalazłam w tłumie Carly i Stefi,i podeszłam do nich.Umówiłyśmy się,że ja będę siedzieć z Carly,a Stefi na siedzeniach obok nas.Gdy autokar przyjechał,wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy.Jechaliśmy około trzech godzin.Kiedy wreszcie dojechaliśmy ucieszyłam się,ponieważ przez te trzy godziny siedzenia wszystko mnie zaczęło boleć.Gdy wysiadłam-zaniemówiłam.Ujrzałam jezioro z mojego koszmaru.Byłam przerażona i nie mogłam się ruszyć.To musiał być znowu koszmar.Poczułam jak ktoś kładzie rękę na moje ramie.Powoli,ze strachem odwróciłam się.Stał tam...

                                                             Czytasz-komentujesz
                             Następny rozdział już niedługo .Mamy nadzieje,że się podobało.

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 1


                                         "Mroczny Sen"
   Obudziłam się z krzykiem.Po chwili do pokoju przybiegła moja mama,Candy.
-Co się stało,Marika?-spytała z niepokojem.
-Nic.Miałam po prostu zły sen-odpowiedziałam,nadal lekko wystraszona.
-Rozumiem.Za dwadzieścia minut śniadanie,zejdziesz?-zapytała rodzicielka.
-Tak,tylko się ogarnę-uśmiechnęłam się.
-Dobrze,więc nie będę Ci przeszkadzać-odwzajemniła uśmiech i wyszła.
Zaczęłam zastanawiać się,co oznacza mój sen.
Były tam dwie dziewczyny,brunetka-Sandra i blondynka -Fibi.Występował tam także chłopak o imieniu Justin.
   Gdy Fibi weszła do domu,zobaczyła Sandrę i Justin'a całujących się.Zdenerwowała się i zaczęła krzyczeć.Pierwszy odezwał się Justin.
-Fibi,to nie tak jak myślisz-próbował przekonać dziewczynę,podchodząc do niej i próbując złapać za rękę.Jednak blondynka była szybsza i uciekła nad jezioro.
Sandra pobiegła za nią,weszła na mostek i usłyszała:
-Ja go kocham-wyszeptała Fibi,odwracając się.W oczach miała łzy.
-A ja jestem z nim w ciąży-wykrzyknęła brunetka,patrząc z nienawiścią w oczach na Fibi.
-Słucham?-zdziwiła się blondynka.Nie myśląc za długo wrzuciła Sandrę do głębokiego jeziora.
-Ja nie umiem pływać.Ratunku!Pomóż mi!-zaczęła wrzeszczeć brunetka,wymachując rękami i próbując utrzymać głowę nad wodą.
-Nikt Ci nie pomoże.Żegnaj-uśmiechnęła się okrutnie Fibi,patrząc jak dziewczyna topi się.
Po chwili nie było słychać wrzasków i jej martwe ciało wypłynęło na powierzchnię wody.Stałam pod drzewem i obserwowałam wszystko z przerażeniem w oczach.Po chwili Fibi zauważyła mnie,podniosła z ziemi kamień i zaczęła biec w moją stronę.Wtedy się obudziłam.
   Gdy skończyłam rozmyślać,zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni.Od progu poczułam zapach smażonej jajecznicy.
-Jak ładnie pachnie.Smakuje pewnie tak samo-pochwaliłam mamę i usiadłam do stołu.
-Mam nadzieję,że tak-zaśmiała się mama.
-Gdzie Victoria-spytałam,przeżuwając jajecznicę,która była wręcz znakomita.
-Już jestem-krzyknęła moja siostra,wchodząc do kuchni i siadając obok mnie.-Ostatnio poznałam fajnego chłopaka i myślę,że Kanada nie jest taka zła,jak Niemcy.
-Dlaczego?Przecież mieszkaliśmy tam szesnaście lat-zdziwiłam się.
-Ale tu są przystojniejsi chłopcy-odpowiedziała,pokazując mi język.
-Taa,a jak go poznałaś,mądralo?-zaciekawiłam się.
-Spotkałam go podczas spaceru z psem-mruknęła,niby od niechcenia,ale ja wiedziałam,że jest przejęta.
-Gdzie będziesz teraz pracowała,mamo?-zwróciłam się do rodzicielki,zmieniając temat.
-Dzisiaj zaczynam pracę w studiu fryzjerskim u Kelly-odpowiedziała,kończąc swoją jajecznicę.
-To świetnie.Szkoda,że nie ma z nami taty-spochmurniałam.Prawda była taka,że musieliśmy wyprowadzić się z Niemiec,ponieważ za dużo tam było okropnych wspomnień ze śmiercią Taty.
-Może lepiej o tym nie rozmawiajmy-zaproponowała mama.-A teraz przepraszam,ale śpieszę się do nowej pacy-uśmiechnęła się i wyszła z domu.
-Idziesz gdzieś dzisiaj?Ja umówiłam się z Justinem-spytała się mnie starsza siostra.
-Raczej nie.Rozumiem,że Justin to ten chłopak,tak?-zwróciłam się do Victorii,która zaczęła zbierać brudne talerze ze stołu i wkładać je do zlewu.
-Tak-odpowiedziała i zaczęła zmywać.
Gdy skończyła,oznajmiła,że idzie się przebrać.Ja w tym czasie włączyłam telewizor i przełączyłam na kanał muzyczny.Po chwili wróciła.Ubrana była w krótką,sięgająca do kolan sukienkę z falbankami.Wyglądała pięknie.Pożegnała się ze mną i wyszła.Ja w tym czasie wyłączyłam telewizor i udałam się do swojego pokoju.Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać nad jutrzejszym pójściem do szkoły.Gdy skończyłam postanowiłam przeczytać jakąś książkę.Wyjęłam pierwszą,lepszą książkę z biblioteczki i zaczęłam czytać.Po godzinie usłyszałam odgłos otwieranych drzwi.Zeszłam na dół i ujrzałam siostrę całą mokrą.
-Nie pytaj-syknęła i poszła do swojego pokoju przebrać się w suche rzeczy.Wzruszyłam ramionami i wróciłam do siebie dokończyć książkę.Gdy przeczytałam całą,zeszłam na dół i zaczęłam robić kolację.Zawołałam Victorię na kolację,a w tym samym czasie mama wróciła z pracy.
-Jak minął dzień?-spytała,jak wszystkie razem usiadłyśmy do stołu.
-Dobrze-odpowiedziałam,posyłając mamie delikatny uśmiech.
-Nawet nie pytaj-mruknęła Victoria,patrząc na swój talerz.Postanowiłam nie zadręczać jej pytaniami,bo i tak niedługo sama przyjdzie i wszystko mi opowie.Zawsze tak robiła.
Gdy zjadłyśmy,pozmywałam i udałam się do sypialni.Jako,że była godzina dwudziesta druga postanowiłam iść już spać.Przebrałam się w dwu-częściową pidżamkę i położyłam się do łóżka.Zanim się obejrzałam-zasnęłam.
       
                                    Następny rozdziała już niedługo :D 
                             Życzymy miłego czytania Daria i Joanne XD