poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 11

                                                            ,,Amulet-symbol naszej przyjaźni''
Ocknęłam się na moim łóżku.Nade mną stała mama i jej nowy chłopak,którego już zdążyłam znienawidzić.
-Dziecko,co ci strzeliło do głowy?Masz szczęście,że Ryan cię znalazł.-odparła mama,patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
-Dobrze się czujesz?-zapytał,klękając przy mnie.
-Tak,a teraz wyjdźcie proszę.Chcę zostać sama-odpowiedziałam niezbyt przyjemnie.
Oboje spojrzeli na siebie i bez słowa wyszli.
********************
Poleżałam jakieś 40 minut i postanowiłam wstać.Poszłam do łazienki i ubrałam się w TO.Gdy byłam gotowa,wróciłam do pokoju i na biurku zauważyłam amulet,a obok niego liścik.Bez ociągania podeszłam tam i wzięłam w ręce list.Otworzyłam go i zaczęłam czytać:
Oto przysięga naszej przyjaźni.
Na zawsze najlepsze przyjaciółki.
Ten amulet to symbol naszej przyjaźni.
Nidy siebie nie zranimy,zawsze będziemy blisko siebie.
Amulet ten doprowadzi nas do szczęścia.
Nasze wspomnienia i tajemnice zostaną w naszych sercach.
"Zejdziesz w dół.Znajdziesz znak, tym znakiem będzie klucz,
który doprowadzi każdego do szczęścia"
       Sandra i Fibi♥

Usłyszałam pukanie do drzwi,więc pospiesznie zakryłam amulet i liścik kołdrą.Do pokoju weszła Victoria.
-Śniadanie,księżniczko-burknęła w moją stronę.
-O co ci chodzi?-zmarszczyłam czoło.
-Przez ciebie mój chłopak jest w poprawczaku-syknęła i opuściła mój pokój.
-Viki,zaczekaj.-krzyknęłam,lecz ta już schodziła po schodach i udała,że mnie nie słyszy.
Wkurzyłam się,schowałam wszystko do pudełeczka i zeszłam na dół.Siostrę znalazłam w salonie,jednak ta starała się nie zwracając na mnie uwagi.Podeszłam do niej,złapałam ją za rękę i odwróciłam w swoją stronę.
-Czego chcesz?-zapytała,próbując wyrwać swoją rękę z mojego uścisku.
-Chcę,abyś w końcu się ogarnęła. Dla ciebie najważniejsze jest to,że twój chory umysłowo chłopak jest w poprawczaku, a to,że omal mnie nie zabił masz gdzieś!-po moich słowach Victoria zrobiła przerażoną minę.Wyglądała tak,jakby o niczym nie wiedziała.
-Marika,opanuj się-upomniał mnie Ryan.
-Odwal się ode mnie-krzyknęłam w jego stronę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
*****************
Nie rozumiałam dlaczego moja mama na siłę udawała,że nic się nie stało.Czemu nie powiedziała wszystkiego Victorii?
Nawet nie zwróciłam uwagi,kiedy znalazłam się pod domem Carly.Weszłam po schodkach i zapukałam.Po paru sekundach w drzwiach pojawiła się moja przyjaciółka,która od razu zaproponowała,abyśmy udały się w odwiedziny do Stefi.
***************
-Cześć Stefi- weszłam do sali szpitalnej i od razu rzuciłam się w stronę łóżka,żeby uściskać przyjaciółkę.
-Hej dziewczyny.Zabierzcie mnie stąd.Jedzenie jest ohydne,a pielęgniarki strasznie wredne.-zaczęła marudzić,krzywiąc się,jakby zjadła coś bardzo kwaśnego.
-Widzę,że dobrze się czujesz,że masz siłę narzekać-zaśmiała się Carly,pokazując jej język.
Na słowa swojej przyjaciółki,Stefi nachmurzyła się,ale za moment zaczęła się śmiać i chwyciła nas w objęcia,mocno ściskając.
-Hej dziewczyny-niespodziewanie do pokoju wszedł Will.
-Co ty tu robisz?-spytałam i podeszłam do niego,aby go przytulic.
-Rozmawiałem z Carly,a ona powiedziała,że idziecie odwiedzić Stefi,więc przyszedłem-uśmiechnął się i puścił mnie.
-Słuchajcie,pamiętacie ten liścik i amulet,który znalazłam?-spytał wszystkich.
-Coś kojarzę-odpowiedziała Carly.-A co?
-Mam go przy sobie-odpowiedziałam i przeczytałam im liścik.
Oto przysięga naszej przyjaźni.
Na zawsze najlepsze przyjaciółki.
Ten amulet to symbol naszej przyjaźni.
Nidy siebie nie zranimy,zawsze będziemy blisko siebie.
Amulet ten doprowadzi nas do szczęścia.
Nasze wspomnienia i tajemnice zostaną w naszych sercach.
"Zejdziesz w dół.Znajdziesz znak, tym znakiem będzie klucz,
który doprowadzi każdego do szczęścia"
       Sandra i Fibi♥

-Jaki dół?-spytała Stefi.
-Jaki klucz?
Wszyscy zaczęliśmy myśleć.
-Już wiem.-moi przyjaciele spojrzeli na mnie pytając wzrokiem.-Pamiętacie jak weszłam do łazienki i uciekłam oknem?
Wszyscy pokiwali głowami i czekali,aż im wytłumaczę.
-Jak wróciłam do domku i ukryłam się przy schodach,zobaczyłam,że dywan był przesunięty i pod nim była klapa.Pewnie prowadziła do piwnicy.
-A więc jedźmy tam i sprawdźmy to-zaproponował Will.
-Pojedziemy,ale dopiero jak Stefi wypiszą ze szpitala-upomniałam go.
-Wypisują mnie w środę-oznajmiła nam.
-Świetnie,jesteśmy umówieni-uśmiechnęłam się i wszyscy zaczęli rozchodzić się do domu.

Postanowiłyśmy,że będziemy dodawać do rozdziałów linki do obrazków.Mamy nadzieję,że spodoba wam się ten pomysł.Rozdział 12 jest już u Oli i niedługo zostanie podesłany do Joanny,która zrobi ostatnie poprawki.Czekamy na wasze komentarze :*
                                                                                  Daria,Joanna i Ola

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 10

                                                        ''Wizyta u psychologa''
Nazajutrz pod mój dom przyjechał Will wraz ze swoją mamą.
- To jak jedziemy? - zapytała.
Wyglądała koszmarnie. Miała podkrążone oczy, roztrzepane włosy i była nieumalowana, zupełnie tak samo jak moja mama.
- Już, już.... Viki my idziemy. - Krzyknęła, złapała mnie za ręke i wyszła.
 ***********
 Po godzinie w końcu dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy pod jakimś domem. Ze środka wyszła pewna pani i zaprosiła nas do środka. Niestety nasi rodzice nie mogli być przy tej rozmowie i musieli zostać w samochodzie. Gdy byliśmy już przy drzwiach usłyszałam,że do mamy ktoś dzwoni. Odwróciłam się. Gdy odebrała bardzo się ucieszyła. Powiedziała coś, spojrzała na mnie i skończyła rozmowę.
 **********
 Wizyta u psychologa trwała dość krótko. Pani Janet,bo tak miała na imię,poprosiła nas abyśmy wszystko jej opowiedzieli.Gdy skończyliśmy opowiadać,zadała nam parę pytań i powiedziała,że możemy już jechać,bo nie chce nas już męczyć.Następną wizytę mieliśmy mieć następnego dnia.
 ***********
Po wyjściu z domu od razu pobiegliśmy do samochodu.Ułożyłam się na kanapie z tyłu i po paru minut moje powieki zaczęły robić się ciężkie.Zasnęłam.W pewnym poczułam,że ktoś szarpie mnie za ramię.Otworzyłam oczy i ujrzałam moją mamę.Podniosłam się i stwierdziłam,że jesteśmy na miejscu.Pożegnałam się z Willem i jego mamą,i ruszyłam w stronę drzwi.Gdy weszłam zobaczyłam jakiegoś nieznanego mi mężczyznę.
 - Cześć,nazywam się Rayn.Jestem nowym chłopakiem twojej mamy.-powiedział,podchodząc do mnie i podając mi rękę.
 -Słucham?– zmarszczyłam brwi.-Mamo,co tu się dzieje?-zwróciłam się do niej.
 - Zakochałam się w nim - powiedziała moja rodzicielka i przytuliła się do niego.
 Nie zwracając uwagi na nawoływanie mamy,odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju.Czułam się okropnie.Nie chciałam.aby moja mama spotykała się z Rayn'em.Co z tatą? Czy już o nim zapomniała?
Pokręciłam głową.Nie umiałam odpowiedzieć na te pytania.
Gdy byłam przed swoim pokojem postanowiłam zajrzeć do pokoju siostry,ale ona jak mnie zobaczyła zaczęła krzyczeć:
- Wynoś się stąd.Nienawidzę cię. - Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak wkurzonej.Postanowiłam jak najszybciej stamtąd wyjść,bo w moją stronę leciała już poduszka.
 ********
 Weszłam do pokoju i zamknęłam się na klucz.
- Za dużo się przez te 3 dni wydarzyło.Nie mam teraz nikogo.-powiedziałam sama do siebie i westchnęłam.Otworzyłam okno i wyszłam przez.Szłam przez jakieś dwadzieścia minut i coś skłoniło mnie,żeby skręcić na dróżkę,która prowadziła do lasu.
*********
Szłam dłuższy czas,a wokół robiło się coraz ciemniej.O dziwo nie bałam się.Przez wydarzenia z wycieczki nad jezioro,zrobiłam się odważniejsza.Nagle usłyszałam coś i odwróciłam się.Zdążyłam zobaczyć białe światło,a później zemdlałam....





Mamy nadzieję,że nas nie zabijecie,za taką długą nieobecność :P Miałyśmy ogromnego lenia i brak chęci(a najbardziej ja-Joanne xD). Jedyne co możemy powiedzieć to:PRZEPRASZAMY.Rozdział 11 się pisze i mamy nadzieję,że niedługo zobaczycie go na blogu...A teraz komentujcie,bo jesteśmy ciekawe,co o myślicie o 10.
                                                                                                              Pozdrawiamy,
                                                                                                               Daria,Joanna i Ola

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 9

                                                         "Tak się kończy zabawa"
Poszłam do swojego domku,zdjęłam brudne ubrania i wzięłam prysznic. Byłam załamana.Ciągle miałam przed oczami moment,gdy wsadzałam nóż w plecy Fibi, a z jej rany ciurkiem leci krew.Jednak bardziej martwiłam się tym jak powiem mamie, że zabiłam człowieka. Niedługo miała przyjechać i mnie odebrać.Tego dnia czułam się okropnie, ale tłumaczyłam sobie,że gdybym nie zabiła Fibi to ja i moi przyjaciele nie żylibyśmy.Wtedy Justinowi i tej morderczyni wszystko uszłoby na sucho, bo przecież nikt by ich nie podejrzewał o zamordowanie pięciu osób.
*******
Po paru godzinach przyjechała moja mama i rodzice Will'a.Gdy tylko moja rodzicielka wysiadła z samochodu,od razu do mnie podbiegła i mocno przytuliła.  
- Wszystko będzie dobrze córeczko.-wyszeptała ze łzami w oczach,ale ja wiedziałam,że sama w to wątpi.
- Wiem mamusiu. - odparłam.
Próbowałam się uśmiechnąć, ale coś w środku mi nie pozwalało. Chwilę jeszcze mnie przytulała,aż przyszła moja wychowawczyni i powiedziała,że chce porozmawiać z mamą i rodzicami Willa, którzy również byli zapłakani.Weszli do pierwszego lepszego domku i długo z niego nie wychodzili.Ja w tym momencie razem z Will'em siedziałam przed nim i próbowałam się skupić,jednak wydarzenia z
ostatnich paru godzin uparcie krążyły po mojej głowie.
-Jak myślisz, o czym tak długo rozmawiają? - zapytał Will,przywracając mnie do rzeczywistości.
- Pewnie pani opowiada ze szczegółami wszystko co się wydarzyło- odparłam.
*********
Po kilkunastu minutach skończyli rozmawiać. Rodzice Willa zawołali go do samochodu i odjechali. Ja również wsiadłam do swojego auta i ruszyliśmy do domu.Podróż trwała kilka godzin.Mama przez całą drogę nie odzywała się do mnie. Była roztrzęsiona słowami nauczycielki. Odezwała się dopiero gdy dojechaliśmy do domu, a Victoria,nawet się ze mną nie witając,poszła spać.
- Kochanie, razem z rodzicami Willa chcielibyśmy abyście poszli do psychologa.Umówiliśmy was na wizytę juro rano.
Prawdę mówiąc nie byłam zdziwiona tym postanowieniem.Wiedziałam,że mama się
o mnie boi i chce dla mnie jak najlepiej,a ja w tym momencie potrzebowałam pomocy.
- Dobrze,mamo. - powiedziałam po chwili i ruszyłam do swojego pokoju z nadzieją,że uda mi się zasnąć i przespać całą noc bez koszmarów.
********
Po ilości komentarzy zdecydowałyśmy,że rozdział dodamy jeszcze dzisiaj.Jest on trochę nudny i nic się w nim nie dzieje,ale obiecujemy,że w następnym będzie więcej akcji.Jesteśmy bardzo zadowolone,że jednak to czytacie i komentujecie.Oby tak dalej,bo to bardzo motywuje i to właśnie przez wasze komentarze wzięłyśmy się do roboty i wstawiłyśmy rozdział.Dziękujemy.
                                                                                                                       Daria,Joanna i Ola ;)                                                                                                        

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 8

                                          " Czerwona krew"
Otworzyłam szkatułkę.W środku na czerwonej poduszeczce leżał liścik i amulet.Był jasnoniebieski,po prostu piękny.Schowałam to wszystko do kieszeni i wyszłam z domu.Will wziął na ręce Stefi,a ja i Carly szłyśmy obok niego.Bardzo się bałyśmy.Nie tylko dlatego,że było ciemno i strasznie,ale też dlatego,że naszej przyjaciółce nie zostało dużo życia.Pogrążona we własnych myślach,nawet nie zauważyłam,że Will w pewnym momencie zwolnił,a teraz już zupełnie stał i wpatrywał się w dal.
-A co jeżeli tu są wilki?-spytał nagle.
-Wilki?Naprawdę?Tylko o to się teraz martwisz?-popukałam się w czoło.
-Nie znasz bajki o czerwonym kapturku?
-Błagam,Will.Daj już spokój i idź dalej.
Szliśmy prawie godzinę,aż wreszcie pojawił się ośrodek.Pod głównym domkiem zobaczyliśmy wychowawczynię,kierowniczkę ośrodka i paru policjantów.Gdy tylko nas zobaczyli,od razu do nas podbiegli.Pani Lena znalazła się przy mnie pierwsza i od razu rzuciła mi się na szyję.
-O matko.Jak ja się o was martwiłam-szlochała.
Przez te parę dni zdążyłam dosyć dobrze ją poznać.Okazało się,że jest osobą wrażliwą i bardzo przyjazną.Od razu ją polubiłam.Była inna niż reszta nauczycieli.Wobec mnie zachowywała się jak druga mama.Moje rozmyślenia przerwał głos lekarza:
-Mają rany postrzałowe.Musimy zabrać je do szpitala-powiedział,po czym zawołał paru innych uzdrowicieli,którzy zanieśli Carly i Stefi do karetki.
-Co się stało?Macie coś wspólnego ze zniknięciem Sandry?-spytała nas wychowawczyni.
Wspólnie z Will'em opowiedzieliśmy jej co stało się w domku.Gdy doszło do mnie,że prawdopodobnie zabiłam Fibi- załamałam się.Rzuciłam na koc,który przyniosła właścicielka ośrodka i zaczęłam płakać.Will uklęknął obok mnie i przytulił do siebie,szeptając:
-Cicho Marika,wszystko będzie dobrze.Działałaś w obronie własnej,a także naszej.-zaczął gładzić mnie po włosach.
-Wiem,że to dla was trudne,ale musicie zaprowadzić nas do tego domku-oznajmił jakiś policjant.
Bez słowa wstaliśmy i zaczęliśmy iść w stronę krzaków.Po paru minutach staliśmy w miejscu,w którym już nigdy nie chciałabym się znaleźć.
-To ten domek-wskazałam palcem.
-Zostańcie tu-powiedział jeden z funkcjonariuszy,po czym wyjął pistolet i razem z grupką innych policjantów,zaczął skradać się w kierunku miejsca zbrodni.
-Powiedz,że to sen Will-szepnęłam,przytulając się do niego po raz drugi.
-Niestety,nie mogę tego powiedzieć-otarł moje łzy i przytulił z całej siły,chowając twarz w moich włosach.
-Chodźcie.Już jest bezpiecznie-jeden z policjantów zawołał nas.
Nie zważając na protesty Will'a weszłam za nim do domku.Zobaczyłam ciało Fibi z dużą ilością krwi.
-Niestety nie żyje-oznajmił jeden z funkcjonariuszy.
Zadali mi jeszcze parę pytań i powiedzieli,że mogę już iść.Pokręciłam się jeszcze po pomieszczeniu i gdy spojrzałam na podłogę zobaczyłam szkatułkę. Przypomniałam sobie o amulecie i liściku.Nie chciałam oddawać go policjantom,więc mocno ścisnęłam kieszeń i wyszłam na zewnątrz.Gdy stanęłam w progu,zobaczyłam grupkę policjantów prowadzących Justina do radiowozu.
-Ja nic nie zrobiłem-krzyczał i szarpał się.
Westchnęłam i podeszłam do Will'a.Po kilku minutach z domku wynieśli zwłoki Fibi i Sandry, włożyli je do karetki i odjechali.
-Dokąd je wiozą? - zapytałam nauczycielki, która była zszokowana całą tą sytuacją.
-Do kostnicy. - odpowiedziała bardzo przestraszona.
-Niech pani ich zabierze do ośrodka, pewnie są bardzo zmęczeni.- powiedział porucznik.
-Dobrze - przytaknęła nauczycielka.-Chodźcie-zwróciła się do nas.
Razem z Will'em posłusznie poszliśmy za wychowawczynią,a ja nie mogłam się doczekać,kiedy przeczytam liścik.


By Daria,Joanne i Ola

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 7

                                       Szkatułka
Gdy byłyśmy już ciasno ze sobą związane plecami,Justin i Fibi wyszli na dwór,żeby,jak się domyśliłyśmy,porozmawiać.
-I co teraz nimi wszystkimi zrobimy?-spytał Justin,sprawdzając czy drzwi są dokładnie zamknięte.
-Zabijemy-uśmiechnęła się lekko.
Justin pomyślał,że ta dziewczyna jest chora psychicznie.Nie rozumiał,jak kiedyś mogła mu się podobać.Chociaż nie,kiedyś była inna,taka delikatna,krucha,wiecznie uśmiechnięta.W przeciwieństwie do Sandry.Ona zawsze była silna,dzielna i niczego się nie bała.Obie były niesamowite,ale to zawsze z Fibi wolał się bawić.Jak to jest możliwe,że przez ten czas,aż tak bardzo się zmieniły?Na te pytanie nie umiał,niestety odpowiedzieć.
W tym samym czasie Marika i Stefi obmyślały plan jak uciec z tego okropnego domku i zawiadomić policję o całym zdarzeniu.;
-Masz jakiś pomysł jak stąd uciec?-zapytałam,przekręcając głowę i próbując spojrzeć na koleżankę.
-Nie,nie mam.-Stefi miała łzy w oczach,nie dziwiłam jej się,ja sama byłam przerażona i bardzo zmęczona,że aż oczy mi się same zamykały.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć,ale w tym momencie nasi porywacze weszli do środka.Widać było,że Justin się boi i wszystkiego żałuje.Z Fibi było wprost przeciwnie.Była przekonana,że nikt o niczym nie wie i miała to wszystko gdzieś,tylko,żeby zabijać.
Zaczęła przechadzać się po domku i zasłaniać wszystkie okna.Kiedy skończyła wszędzie było ciemno i ponuro,aż ciarki przechodziły po plecach.W tym momencie wpadł mi do głowy genialny pomysł.
-Fibi! Mam pilną potrzebę do łazienki-zwróciłam się do dziewczyny.
-A co mnie to obchodzi?
-Nie bądź taka,puść ją.-włączył się do rozmowy Justin.
-Ehh,no dobrze,tylko nie próbuj żadnych sztuczek-odburknęła,siadając na jedynym w tym pokoju,fotelu.
Chłopak podszedł do mnie,odwiązał mnie i pchnął lekko w kierunku drzwi do łazienki.Skrzywiłam się,gdy zobaczyłam martwe ciało Sandry.
-Dobra,trzeba coś wymyślić-mruczałam do siebie,chodząc w kółko po pomieszczeniu.Wtedy przypomniałam sobie o nożu,który mam ukryty w bucie.
Tylko co teraz?-spytałam sama siebie.
Usłyszałam głosy,więc podeszłam do drzwi,żeby lepiej słyszeć.
-Zaczynamy zabawę.
-Jak to? Chcesz mnie zabić?-wykrzyczała Stefi z płaczem.
-A jak myślałaś?-odpowiedziała dziewczyna.
Nie wiedziałam co mam robić.Musiałam działać jak najszybciej,bo druga z moich przyjaciółek,może zaraz stracić życie i dołączyć do Sandry.
-Marika,długo jeszcze?
-Moment.-odkrzyknęłam.
-Ruszaj się,chcę,żebyś widziała śmierć koleżanki.To naprawdę nic strasznego-zaśmiała się.
Zdeterminowana podeszłam do okna,otworzyłam je i tak samo,jak wcześniej Carly i Stefi,wyskoczyłam przez nie.Zamiast uciekać,obiegłam dom dookoła i weszłam drzwiami wejściowymi.
W tym momencie Fibi kazała Justin'owi wyprowadzić mnie z łazienki.Jednak mnie już tam nie było.
-Nie ma jej-zwrócił się do dziewczyny.
-Ty idioto! Idź jej szukać!
                                                                                                 ******
Schowałam się za półką,ale i tak Justin wyszedł przez okno,więc mnie nie zauważył.Fibi zaczęła strzelać,najpierw trafiła w wazon na próbę,a później wycelowała w Stefi.Gdy strzał poszedł,a Stefi upadła na ziemię,ja wybiegłam zza półki i włożyłam Fibi nóż w plecy.Upadła na ziemię,a ja na wszelki wypadek związałam ją.Szybko podbiegłam do Stefi.W miejscu,gdzie Fibi strzeliła leciało dużo krwi,dużo więcej niż u Carly.Bałam się,że za chwilę ją stracę.Rozwiązałam ją i próbowałam zatamować krwawienie.Uświadomiłam sobie,że Justin może zaraz wrócić,więc złapałam przyjaciółkę za nogi i wyciągnęłam ją na zewnątrz.Gdy przechodziłam obok Fibi,usłyszałam jak szepta:
-Szkatułka.Gdzie ona jest?
Nie przejęłam się tym.Położyłam Stefi na ziemię i rozejrzałam się dookoła.W pewnym momencie z krzaków wybiegł Justin i zaczął biec w moją stronę.Wyjęłam z buta nóż i czekałam na atak,z jego strony.Jednak nic takiego się nie stało,bo z innych krzaków wybiegł Wil i powalił go na ziemię.Po chwili podeszła do nas Carly,która wyglądała znacznie lepiej i powiedziała:
-Pomóż Wil'owi,a ja zajmę się Stefi.
Bez zastanowienia złapałam za kamień i uderzyłam nim Justin'a w głowę,który od razu zemdlał.Z pomocą Will'a wciagnęliśmy go do domku i związaliśmy tak,jak Fibi.
Gdy wychodziliśmy,zobaczyłam małą skrzyneczkę na łóżku.Przypomniały mi się słowa Fibi,więc podeszłam do niej i wzięłam ją w ręcę.
-Co robisz?-zapytał Will,marszcząc brwi.
-Muszę się dowiedzieć,o co w tym wszystkim chodzi-odparłam i otworzyłam ją.

                                        Mamy nadzieje,że się podoba rozdział :D
                                                                                                 By Daria,Joanne i Ola

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 6



                                             Zabawa w chowanego
Gdy weszli, nikogo w niej nie było, oprócz martwego ciała Sandry. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to otwarte okno.
-Musiały przez nie wyskoczyć-powiedział Justin, podchodząc do okna.-Tam są-krzyknął po chwili, wskazując palcem na oddalające się postacie.
-Biegną w stronę wodospadu. Chodźmy, załatwimy je-zarządziła Fibi, wybiegając z łazienki.
Podbiegła do drzwi wejściowych, z rozmachem otworzyła je i wyszła, a za nią chłopak, nadal trzymając w dłoni broń.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, wyszłam spod łóżka, a Will z szafy.
-Co teraz zrobimy? - spytał z lękiem. Widać, że się bardzo bał, tak samo jak ja.
-Nie wiem. Trzeba je ratować-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Weźmy lepiej jakąś broń, żeby móc się czym bronić-zaproponował.
Zaczęłam grzebać w różnych szafkach w poszukiwaniu jakiegoś ostrego przedmiotu. Znalazłam nóż i podałam go Will'owi, a dla siebie wzięłam latarkę, ponieważ na zewnątrz było już ciemno.
Gdy byliśmy już gotowi do drogi-wyszliśmy z domku i stanęliśmy przed nim.
-To w którą stronę mamy iść? - zaczął rozglądać się dookoła.
-Nie mam pojęcia.
-Zobacz, tam coś się świeci - wykrzyknęłam do Will'a.
Podeszliśmy tam. Okazało się, że był to jakiś zegarek, a zobaczyłam go ponieważ światło latarki odbijało się od szkiełka. Przypatrzyłam się mu.
-To zegarek Carly -  oznajmiłam po chwili.-Musiała go zgubić, gdy przedzierała się przez krzaki.
-Więc chodźmy w tamtą stronę-pokazał palcem.
                                                                                                  ******

-Już nie mam siły-mruknęła Stefi.
Szły już prawie dwadzieścia minut bez żadnego postoju, a końca lasu nie było widać. Chciały jak najszybciej się z niego wydostać i zwołać pomoc. Will i Marika mogli już nie żyć. Nie chciały o tym myśleć, zwłaszcza, że było ciemno, a one bardzo się bały.
-Jeszcze trochę. Niedługo koniec lasu i wyjdziemy do ośrodka.-zapewniła Carly.
-Nie prawda. Jesteśmy w pułapce! Fibi i ten chłopak znają ten las jak własną kieszeń i niedługo nas dopadną, i zabiją.-wydarła się Stefi.
Carly zamurowało. Jeszcze nigdy nie widziała przyjaciółki w takim stanie. W głębi  duszy, rozumiała ją. Sama była już wyczerpana i miała mało nadziei, że wrócą całe do domu. Usiadła na przewróconym konarze drzewa i popatrzyła na Stefi. Po chwili ta zrobiła to samo.
-I co teraz? - spytała
-Musimy iść dalej-zarządziła Carly, wstając i podając rękę przyjaciółce. Razem ruszyły dalej w stronę wodospadu.
                                                                                                  ******
Chodzenie po tym lesie było jak zabawa w chowanego. Miałam dość, byłam wyczerpana, zmęczona i do tego musiałam znosić 'ględzenie' Will'a. Nawet nie wiem o czym on do mnie mówił. Po chwili poczułam jak złapał mnie za ramię i zmusił do spojrzenia w jego oczy.
-Marika...-zaczął.
-Tak? - spytałam.
-Bo ja...ja...będziesz się śmiała-odpowiedział zrezygnowany.
-Nie będę .Obiecuję.
-Boję się ciemności.-odwrócił się ode mnie.
-Yyy - zająknęłam się.- Wow, zaskoczyłeś mnie. Może lepiej to ty weź latarkę, a ja nóż.- zaproponowałam.
-Dzięki - odpowiedział, biorąc ode mnie latarkę, a oddając mi jedyną, naszą broń.
                                                                                                   *****
-Muszą tu gdzieś być-zgrzytnął zębami Justin.
-Ciszej ,bo nam zwieją - ostrzegła go Fibi, przyglądając się swoim paznokciom. - Słyszysz? - spytała po chwili.
Dziesięć metrów dalej płynął strumyk przy którym Carly i Stefi postanowiły odpocząć. Właśnie obmywały się z błota w kiedy zza krzaków wyszła Fibi i Justin. Ja wraz z Willem schowałam się w krzakach i obserwowaliśmy co się dzieje. Gdy Fibi coraz bardziej się bulwersowała i w końcu wyjęła pistolet,powiedziałam do Willa, że nieważne co się stanie ma stąd nie wychodzić,dopóki Fibi i Justin stąd nie pójdą. Po tych słowach Fibi oddała strzał. Gdy celowała już w Stefi, wybiegłam i wykrzyczałam:
- Nieeee!!! – rzuciłam się na zabójczynię i powaliłam ją na ziemię, a broń wrzuciłam do wody. Podbiegłam do Carly i zorientowałam się, że trafił w ramię.
Fibi podniosła się i powiedziała złowieszczym głosem:
-To kto następny? Ty Marika, czy Stefi? -zapytał wrednie, obracając w dłoni nóż który zgubiłam.
- Lepiej zabierzmy je do domku i tam się nimi zajmiemy. – powiedział Justin.
- Dobra, ty weź tamtą - wskazała na mnie.
Podszedł do mnie,chwycił mocno za rękę i zaczął prowadzić w tym samym kierunku skąd przyszliśmy.
Po chwili marszu zapytałam:
-Co się wydarzyło między tobą a Sandrą?
-Gówno cię to obchodzi smarkulo.- syknał nie patrząc na mnie.
Szliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów i w końcu doszliśmy do domku w którym kiedyś bawiły się Fibi i Sandra.
Weszliśmy do środka, a Fibi kazała Justinowi nas związać.
- Co chcesz nam zrobić?! - wykrzyczała z płaczem Stefi.
- Już niedługo się przekonasz - powiedziała ze sztucznym uśmiechem Fibi, zacierając ręce.


Przepraszamy,że nas tak długo nie było,ale miałyśmy bardzo dużo pracy i obowiązków.Dzisiaj doszła do nas nasza koleżanka,Ola,która razem z Joanne będzie poprawiała rozdziały.Następny rozdział jeszcze nie został napisany,więc nie wiadomo,kiedy zostanie dodamy.Pozdrawiam,Joanne,Daria oraz Ola




sobota, 2 marca 2013

Rozdział 5


                                                                            ''Mgła przerażenia''
-Co?-tylko tyle zdołałam wyjąkać.A co jeśli powie to wychowawczyni?Będziemy miały przechlapane.Nie mogłam się uspokoić.Byłam zdenerwowana.
-Może lepiej wyjdziemy?-za proponował Will i zaczął kierować się do wyjścia.
Wszystkie wyszłyśmy za chłopakiem i skierowaliśmy się do naszego domku.Po drodze spotkaliśmy policję i Fibi.Pytali ją o wszystko dotyczące Sandry.Widziałam jej minę.Taką smutną,taką udawaną.Weszliśmy do domku i razem z dziewczynami rzuciłyśmy się na łóżko.Will trochę zmieszany usiadł na fotel.Wszyscy zaczęli rozmawiać o ostatnich wydarzeniach.Wszyscy oprócz mnie.Ja leżałam i wpatrywałam się w sufit,słuchając przyjaciół.
-Wychodzi na to,że ktoś wyjął ją z jeziora-podsumował Will,drapiąc się po brodzie.Swoją drogą zabawnie to wyglądało-uśmiechnęłam się do swoich myśli.
-Może to Fibi?-podsunęła Stefi.
-To nie miałoby sensu-wtrąciłam.
-Też tak sądzę-mruknął chłopak,patrząc przez okno na jezioro.Widać było,że uparcie nad czymś myśli,bo zmarszczył brwi i patrzył nieobecnym wzrokiem na taflę wody w jeziorze.
-Chodźmy poszukać wskazówek-zaproponował,po chwili milczenia.
Wszystkie zgodziłyśmy się i zaczęliśmy poszukiwania.Nie poszliśmy nad jezioro,bo uznaliśmy,że byłoby to zbyt podejrzane.Postanowiliśmy rozejrzeć się po ośrodku.
Gdy przechodziłam pod jednym z domków,usłyszałam panią Lenę rozmawiającą z jednym z policjantów.Podeszłam na palcach pod okno i zaczęłam słuchać.Policjant mówił,że ciało Sandry zniknęło.Bez słowa wycofałam się spod okna i zaczęłam szukać reszty.Znalazłam ich pod domkiem.Gdy opowiedziałam im,co usłyszałam,byli w szoku.
-Musimy iść do domku Sandry i Fibi.Na pewno coś tam znajdziemy-powiedział Will,wstając i pokazując ruchem dłoni,żebyśmy poszły za nim.
Po chwili byliśmy na miejscu.Will postanowił,że my wejdziemy do środka,a on ustanie na czatach.Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to laptop,prawdopodobnie należący do Sandry.Gdy włączyłyśmy go,okazało się,że ma ustawione hasło.Ponad pięć minut próbowałyśmy się włamać.Wymyślałyśmy przeróżne możliwe hasła,ale wszystko na nic.Zrezygnowana rzuciłam się na łóżko i włożyłam ręce do kieszeni.Czując w nich jakiś papierek,wyciągnęłam z nich kartkę z nieznanym mi numerem.Bez zastanowienia przybliżyłam do siebie laptopa i zaczęłam wpisywać cyfry,zapisane na karteczce.Udało się,hasło było poprawne.Jednak w laptopie nic ciekawego nie znalazłyśmy,więc szukałyśmy dalej.Po 5 minutach Carly znalazła pamiętnik,należący do Sandry(różowy z puchatym serduszkiem na okładce.Tak,to na pewno jej.)Gdy chciałyśmy otworzyć i zacząć czytać,usłyszałyśmy pukanie w ścianę domku.To był znak dawany przez Will'a,że Fibi wraca.Szybko podbiegłyśmy do okna i wyskoczyłyśmy przez nie.Mamy szczęście,że te domki są nie za wysokie,bo już dawno byłoby po nas.
Gdy doszłyśmy do własnej ''chałupki'' wszystkie tym razem rzuciłyśmy się na łóżko i zaczęłyśmy czytać.To było straszne.Pisała,że zabije Fibi za to,że spotyka się z pewnym chłopakiem,którego imienia nie napisała.
-Ale wyszło na obrót-podsumował Will.
-Tak,ale gdzie jest ciało?-spytała Stefi,oddając mi pamiętnik.Zaczęłam go kartkować i przez przypadek otworzyłam na ostatniej stronie.
-Znalazłam!-wykrzyknęłam po chwili.-Zobaczcie-pokazałam palcem na pewien fragment notki Sandry.
                                                                                                                         Lipiec,2004r,                   Często tam przyjeżdżaliśmy razem z moją przyjaciółką Fibi i jej rodzicami.Chciałyśmy mieć kącik do zabawy,więc zapragnęłyśmy własny domek.Poprosiłyśmy naszych tatusiów,żeby nam zbudowali i się zgodzili.Następnego dnia był już gotowy.Razem z Fibi zaniosłyśmy tam ulubione zabawki i wszystko to,co kochałyśmy.Właśnie tam chciałyśmy zostać na zawsze.
                                                                                                                           Sandra
-Ciało jest w tym domku.-powiedziałam,spoglądając na wszystkich.
-Pisała to osiem lat temu,ten domek może już nie istnieć-skrzywił się Will.
-Ale możemy spróbować-odpowiedziałam.-Chodźmy tam jeszcze dziś.
-Dobrze,ale już jutro wyjazd-zgodziła się Carly.
-Musimy coś zrobić,żeby jutro nie wyjechać-stwierdziła Stefi.
Wymyśliliśmy,że Will schowa się w lesie i wszyscy pomyślą,że się zgubił.W tym czasie będziemy szukali ciała.Postanowiliśmy,że zaczniemy od razu.
                                                                                                        *****                                                                                                                                            
Powoli robiło się coraz ciemniej,a my nadal nie znaleźliśmy miejsca,w którym ukryta była Sandra.Szliśmy,coraz bardziej zmęczeni i wyczerpani,ale nie stawaliśmy.Wiedzieliśmy,że gdzieś tam jest ciało dziewczyny i Fibi,osoba,która z zimną krwią zabiła swoją najlepszą przyjaciółkę.Wzdrygnęłam się.Jak można być tak okrutnym?Na to pytanie nie znałam odpowiedzi.Tak jak na wszystkie inne,związane z tą osobą.
Pogrążona w myślach,nie zauważyłam,że wyszliśmy na polanę.Wszyscy zatrzymali się,a ja wpadłam na Willa.
-Wybacz-mruknęłam cicho.
-Nic się nie stało.To wchodzimy?-spytał chłopak.
Wszyscy,jeden za drugim weszli do drewnianego domku.Zaczęliśmy szukać,ale nic nie znaleźliśmy oprócz paru zabawek i ubrań.Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej.W chwili,gdy Carly miała otwierać drzwi do następnego pomieszczenia,usłyszeliśmy głosy.Na nasze ogromne nieszczęście należały do Fibi i jakiegoś chłopaka.Popatrzyliśmy się na siebie i w jednej chwili wszyscy rzucili się w poszukiwaniu miejsca,w którym mogliby się schować.Ja wskoczyłam pod łóżko,Will do szafy,a dziewczyny wbiegły do łazienki.Gdy drzwi się za nimi zamknęły,do środka weszli Fibi z Justinem,nowym chłopakiem mojej siostry.
-Co zrobimy z ciałem?-zapytał,siadając na krzesło.
-Zakopiemy albo spalimy-wzruszyła ramionami,rzucając na łóżko,pod którym byłam ukryta.Pod jej ciężarem zapadło się,a ja ledwo mogłam oddychać.
Ich rozmowę przerwał pisk,dochodzący z łazienki.Szybko wstali i z przerażeniem spojrzeli na siebie.
-Czy to Sandra?-spytała Fibi drżącym głosem.
-Nie wygłupiaj się.Przecież nie żyje-popukał się w czoło Justin i z tylnej kieszeni spodni wyjął pistolet.-Wchodzimy-zarządził.
Trzymając w dłoni broń,razem z Fibi wszedł do łazienki...

Przepraszamy za spóźnioną notkę,żadna nie miała czasu dodać.
                                                                                                                 Daria i Joanne