wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 6



                                             Zabawa w chowanego
Gdy weszli, nikogo w niej nie było, oprócz martwego ciała Sandry. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to otwarte okno.
-Musiały przez nie wyskoczyć-powiedział Justin, podchodząc do okna.-Tam są-krzyknął po chwili, wskazując palcem na oddalające się postacie.
-Biegną w stronę wodospadu. Chodźmy, załatwimy je-zarządziła Fibi, wybiegając z łazienki.
Podbiegła do drzwi wejściowych, z rozmachem otworzyła je i wyszła, a za nią chłopak, nadal trzymając w dłoni broń.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, wyszłam spod łóżka, a Will z szafy.
-Co teraz zrobimy? - spytał z lękiem. Widać, że się bardzo bał, tak samo jak ja.
-Nie wiem. Trzeba je ratować-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Weźmy lepiej jakąś broń, żeby móc się czym bronić-zaproponował.
Zaczęłam grzebać w różnych szafkach w poszukiwaniu jakiegoś ostrego przedmiotu. Znalazłam nóż i podałam go Will'owi, a dla siebie wzięłam latarkę, ponieważ na zewnątrz było już ciemno.
Gdy byliśmy już gotowi do drogi-wyszliśmy z domku i stanęliśmy przed nim.
-To w którą stronę mamy iść? - zaczął rozglądać się dookoła.
-Nie mam pojęcia.
-Zobacz, tam coś się świeci - wykrzyknęłam do Will'a.
Podeszliśmy tam. Okazało się, że był to jakiś zegarek, a zobaczyłam go ponieważ światło latarki odbijało się od szkiełka. Przypatrzyłam się mu.
-To zegarek Carly -  oznajmiłam po chwili.-Musiała go zgubić, gdy przedzierała się przez krzaki.
-Więc chodźmy w tamtą stronę-pokazał palcem.
                                                                                                  ******

-Już nie mam siły-mruknęła Stefi.
Szły już prawie dwadzieścia minut bez żadnego postoju, a końca lasu nie było widać. Chciały jak najszybciej się z niego wydostać i zwołać pomoc. Will i Marika mogli już nie żyć. Nie chciały o tym myśleć, zwłaszcza, że było ciemno, a one bardzo się bały.
-Jeszcze trochę. Niedługo koniec lasu i wyjdziemy do ośrodka.-zapewniła Carly.
-Nie prawda. Jesteśmy w pułapce! Fibi i ten chłopak znają ten las jak własną kieszeń i niedługo nas dopadną, i zabiją.-wydarła się Stefi.
Carly zamurowało. Jeszcze nigdy nie widziała przyjaciółki w takim stanie. W głębi  duszy, rozumiała ją. Sama była już wyczerpana i miała mało nadziei, że wrócą całe do domu. Usiadła na przewróconym konarze drzewa i popatrzyła na Stefi. Po chwili ta zrobiła to samo.
-I co teraz? - spytała
-Musimy iść dalej-zarządziła Carly, wstając i podając rękę przyjaciółce. Razem ruszyły dalej w stronę wodospadu.
                                                                                                  ******
Chodzenie po tym lesie było jak zabawa w chowanego. Miałam dość, byłam wyczerpana, zmęczona i do tego musiałam znosić 'ględzenie' Will'a. Nawet nie wiem o czym on do mnie mówił. Po chwili poczułam jak złapał mnie za ramię i zmusił do spojrzenia w jego oczy.
-Marika...-zaczął.
-Tak? - spytałam.
-Bo ja...ja...będziesz się śmiała-odpowiedział zrezygnowany.
-Nie będę .Obiecuję.
-Boję się ciemności.-odwrócił się ode mnie.
-Yyy - zająknęłam się.- Wow, zaskoczyłeś mnie. Może lepiej to ty weź latarkę, a ja nóż.- zaproponowałam.
-Dzięki - odpowiedział, biorąc ode mnie latarkę, a oddając mi jedyną, naszą broń.
                                                                                                   *****
-Muszą tu gdzieś być-zgrzytnął zębami Justin.
-Ciszej ,bo nam zwieją - ostrzegła go Fibi, przyglądając się swoim paznokciom. - Słyszysz? - spytała po chwili.
Dziesięć metrów dalej płynął strumyk przy którym Carly i Stefi postanowiły odpocząć. Właśnie obmywały się z błota w kiedy zza krzaków wyszła Fibi i Justin. Ja wraz z Willem schowałam się w krzakach i obserwowaliśmy co się dzieje. Gdy Fibi coraz bardziej się bulwersowała i w końcu wyjęła pistolet,powiedziałam do Willa, że nieważne co się stanie ma stąd nie wychodzić,dopóki Fibi i Justin stąd nie pójdą. Po tych słowach Fibi oddała strzał. Gdy celowała już w Stefi, wybiegłam i wykrzyczałam:
- Nieeee!!! – rzuciłam się na zabójczynię i powaliłam ją na ziemię, a broń wrzuciłam do wody. Podbiegłam do Carly i zorientowałam się, że trafił w ramię.
Fibi podniosła się i powiedziała złowieszczym głosem:
-To kto następny? Ty Marika, czy Stefi? -zapytał wrednie, obracając w dłoni nóż który zgubiłam.
- Lepiej zabierzmy je do domku i tam się nimi zajmiemy. – powiedział Justin.
- Dobra, ty weź tamtą - wskazała na mnie.
Podszedł do mnie,chwycił mocno za rękę i zaczął prowadzić w tym samym kierunku skąd przyszliśmy.
Po chwili marszu zapytałam:
-Co się wydarzyło między tobą a Sandrą?
-Gówno cię to obchodzi smarkulo.- syknał nie patrząc na mnie.
Szliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów i w końcu doszliśmy do domku w którym kiedyś bawiły się Fibi i Sandra.
Weszliśmy do środka, a Fibi kazała Justinowi nas związać.
- Co chcesz nam zrobić?! - wykrzyczała z płaczem Stefi.
- Już niedługo się przekonasz - powiedziała ze sztucznym uśmiechem Fibi, zacierając ręce.


Przepraszamy,że nas tak długo nie było,ale miałyśmy bardzo dużo pracy i obowiązków.Dzisiaj doszła do nas nasza koleżanka,Ola,która razem z Joanne będzie poprawiała rozdziały.Następny rozdział jeszcze nie został napisany,więc nie wiadomo,kiedy zostanie dodamy.Pozdrawiam,Joanne,Daria oraz Ola




2 komentarze: