piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 7

                                       Szkatułka
Gdy byłyśmy już ciasno ze sobą związane plecami,Justin i Fibi wyszli na dwór,żeby,jak się domyśliłyśmy,porozmawiać.
-I co teraz nimi wszystkimi zrobimy?-spytał Justin,sprawdzając czy drzwi są dokładnie zamknięte.
-Zabijemy-uśmiechnęła się lekko.
Justin pomyślał,że ta dziewczyna jest chora psychicznie.Nie rozumiał,jak kiedyś mogła mu się podobać.Chociaż nie,kiedyś była inna,taka delikatna,krucha,wiecznie uśmiechnięta.W przeciwieństwie do Sandry.Ona zawsze była silna,dzielna i niczego się nie bała.Obie były niesamowite,ale to zawsze z Fibi wolał się bawić.Jak to jest możliwe,że przez ten czas,aż tak bardzo się zmieniły?Na te pytanie nie umiał,niestety odpowiedzieć.
W tym samym czasie Marika i Stefi obmyślały plan jak uciec z tego okropnego domku i zawiadomić policję o całym zdarzeniu.;
-Masz jakiś pomysł jak stąd uciec?-zapytałam,przekręcając głowę i próbując spojrzeć na koleżankę.
-Nie,nie mam.-Stefi miała łzy w oczach,nie dziwiłam jej się,ja sama byłam przerażona i bardzo zmęczona,że aż oczy mi się same zamykały.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć,ale w tym momencie nasi porywacze weszli do środka.Widać było,że Justin się boi i wszystkiego żałuje.Z Fibi było wprost przeciwnie.Była przekonana,że nikt o niczym nie wie i miała to wszystko gdzieś,tylko,żeby zabijać.
Zaczęła przechadzać się po domku i zasłaniać wszystkie okna.Kiedy skończyła wszędzie było ciemno i ponuro,aż ciarki przechodziły po plecach.W tym momencie wpadł mi do głowy genialny pomysł.
-Fibi! Mam pilną potrzebę do łazienki-zwróciłam się do dziewczyny.
-A co mnie to obchodzi?
-Nie bądź taka,puść ją.-włączył się do rozmowy Justin.
-Ehh,no dobrze,tylko nie próbuj żadnych sztuczek-odburknęła,siadając na jedynym w tym pokoju,fotelu.
Chłopak podszedł do mnie,odwiązał mnie i pchnął lekko w kierunku drzwi do łazienki.Skrzywiłam się,gdy zobaczyłam martwe ciało Sandry.
-Dobra,trzeba coś wymyślić-mruczałam do siebie,chodząc w kółko po pomieszczeniu.Wtedy przypomniałam sobie o nożu,który mam ukryty w bucie.
Tylko co teraz?-spytałam sama siebie.
Usłyszałam głosy,więc podeszłam do drzwi,żeby lepiej słyszeć.
-Zaczynamy zabawę.
-Jak to? Chcesz mnie zabić?-wykrzyczała Stefi z płaczem.
-A jak myślałaś?-odpowiedziała dziewczyna.
Nie wiedziałam co mam robić.Musiałam działać jak najszybciej,bo druga z moich przyjaciółek,może zaraz stracić życie i dołączyć do Sandry.
-Marika,długo jeszcze?
-Moment.-odkrzyknęłam.
-Ruszaj się,chcę,żebyś widziała śmierć koleżanki.To naprawdę nic strasznego-zaśmiała się.
Zdeterminowana podeszłam do okna,otworzyłam je i tak samo,jak wcześniej Carly i Stefi,wyskoczyłam przez nie.Zamiast uciekać,obiegłam dom dookoła i weszłam drzwiami wejściowymi.
W tym momencie Fibi kazała Justin'owi wyprowadzić mnie z łazienki.Jednak mnie już tam nie było.
-Nie ma jej-zwrócił się do dziewczyny.
-Ty idioto! Idź jej szukać!
                                                                                                 ******
Schowałam się za półką,ale i tak Justin wyszedł przez okno,więc mnie nie zauważył.Fibi zaczęła strzelać,najpierw trafiła w wazon na próbę,a później wycelowała w Stefi.Gdy strzał poszedł,a Stefi upadła na ziemię,ja wybiegłam zza półki i włożyłam Fibi nóż w plecy.Upadła na ziemię,a ja na wszelki wypadek związałam ją.Szybko podbiegłam do Stefi.W miejscu,gdzie Fibi strzeliła leciało dużo krwi,dużo więcej niż u Carly.Bałam się,że za chwilę ją stracę.Rozwiązałam ją i próbowałam zatamować krwawienie.Uświadomiłam sobie,że Justin może zaraz wrócić,więc złapałam przyjaciółkę za nogi i wyciągnęłam ją na zewnątrz.Gdy przechodziłam obok Fibi,usłyszałam jak szepta:
-Szkatułka.Gdzie ona jest?
Nie przejęłam się tym.Położyłam Stefi na ziemię i rozejrzałam się dookoła.W pewnym momencie z krzaków wybiegł Justin i zaczął biec w moją stronę.Wyjęłam z buta nóż i czekałam na atak,z jego strony.Jednak nic takiego się nie stało,bo z innych krzaków wybiegł Wil i powalił go na ziemię.Po chwili podeszła do nas Carly,która wyglądała znacznie lepiej i powiedziała:
-Pomóż Wil'owi,a ja zajmę się Stefi.
Bez zastanowienia złapałam za kamień i uderzyłam nim Justin'a w głowę,który od razu zemdlał.Z pomocą Will'a wciagnęliśmy go do domku i związaliśmy tak,jak Fibi.
Gdy wychodziliśmy,zobaczyłam małą skrzyneczkę na łóżku.Przypomniały mi się słowa Fibi,więc podeszłam do niej i wzięłam ją w ręcę.
-Co robisz?-zapytał Will,marszcząc brwi.
-Muszę się dowiedzieć,o co w tym wszystkim chodzi-odparłam i otworzyłam ją.

                                        Mamy nadzieje,że się podoba rozdział :D
                                                                                                 By Daria,Joanne i Ola

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 6



                                             Zabawa w chowanego
Gdy weszli, nikogo w niej nie było, oprócz martwego ciała Sandry. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to otwarte okno.
-Musiały przez nie wyskoczyć-powiedział Justin, podchodząc do okna.-Tam są-krzyknął po chwili, wskazując palcem na oddalające się postacie.
-Biegną w stronę wodospadu. Chodźmy, załatwimy je-zarządziła Fibi, wybiegając z łazienki.
Podbiegła do drzwi wejściowych, z rozmachem otworzyła je i wyszła, a za nią chłopak, nadal trzymając w dłoni broń.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, wyszłam spod łóżka, a Will z szafy.
-Co teraz zrobimy? - spytał z lękiem. Widać, że się bardzo bał, tak samo jak ja.
-Nie wiem. Trzeba je ratować-odpowiedziałam drżącym głosem.
-Weźmy lepiej jakąś broń, żeby móc się czym bronić-zaproponował.
Zaczęłam grzebać w różnych szafkach w poszukiwaniu jakiegoś ostrego przedmiotu. Znalazłam nóż i podałam go Will'owi, a dla siebie wzięłam latarkę, ponieważ na zewnątrz było już ciemno.
Gdy byliśmy już gotowi do drogi-wyszliśmy z domku i stanęliśmy przed nim.
-To w którą stronę mamy iść? - zaczął rozglądać się dookoła.
-Nie mam pojęcia.
-Zobacz, tam coś się świeci - wykrzyknęłam do Will'a.
Podeszliśmy tam. Okazało się, że był to jakiś zegarek, a zobaczyłam go ponieważ światło latarki odbijało się od szkiełka. Przypatrzyłam się mu.
-To zegarek Carly -  oznajmiłam po chwili.-Musiała go zgubić, gdy przedzierała się przez krzaki.
-Więc chodźmy w tamtą stronę-pokazał palcem.
                                                                                                  ******

-Już nie mam siły-mruknęła Stefi.
Szły już prawie dwadzieścia minut bez żadnego postoju, a końca lasu nie było widać. Chciały jak najszybciej się z niego wydostać i zwołać pomoc. Will i Marika mogli już nie żyć. Nie chciały o tym myśleć, zwłaszcza, że było ciemno, a one bardzo się bały.
-Jeszcze trochę. Niedługo koniec lasu i wyjdziemy do ośrodka.-zapewniła Carly.
-Nie prawda. Jesteśmy w pułapce! Fibi i ten chłopak znają ten las jak własną kieszeń i niedługo nas dopadną, i zabiją.-wydarła się Stefi.
Carly zamurowało. Jeszcze nigdy nie widziała przyjaciółki w takim stanie. W głębi  duszy, rozumiała ją. Sama była już wyczerpana i miała mało nadziei, że wrócą całe do domu. Usiadła na przewróconym konarze drzewa i popatrzyła na Stefi. Po chwili ta zrobiła to samo.
-I co teraz? - spytała
-Musimy iść dalej-zarządziła Carly, wstając i podając rękę przyjaciółce. Razem ruszyły dalej w stronę wodospadu.
                                                                                                  ******
Chodzenie po tym lesie było jak zabawa w chowanego. Miałam dość, byłam wyczerpana, zmęczona i do tego musiałam znosić 'ględzenie' Will'a. Nawet nie wiem o czym on do mnie mówił. Po chwili poczułam jak złapał mnie za ramię i zmusił do spojrzenia w jego oczy.
-Marika...-zaczął.
-Tak? - spytałam.
-Bo ja...ja...będziesz się śmiała-odpowiedział zrezygnowany.
-Nie będę .Obiecuję.
-Boję się ciemności.-odwrócił się ode mnie.
-Yyy - zająknęłam się.- Wow, zaskoczyłeś mnie. Może lepiej to ty weź latarkę, a ja nóż.- zaproponowałam.
-Dzięki - odpowiedział, biorąc ode mnie latarkę, a oddając mi jedyną, naszą broń.
                                                                                                   *****
-Muszą tu gdzieś być-zgrzytnął zębami Justin.
-Ciszej ,bo nam zwieją - ostrzegła go Fibi, przyglądając się swoim paznokciom. - Słyszysz? - spytała po chwili.
Dziesięć metrów dalej płynął strumyk przy którym Carly i Stefi postanowiły odpocząć. Właśnie obmywały się z błota w kiedy zza krzaków wyszła Fibi i Justin. Ja wraz z Willem schowałam się w krzakach i obserwowaliśmy co się dzieje. Gdy Fibi coraz bardziej się bulwersowała i w końcu wyjęła pistolet,powiedziałam do Willa, że nieważne co się stanie ma stąd nie wychodzić,dopóki Fibi i Justin stąd nie pójdą. Po tych słowach Fibi oddała strzał. Gdy celowała już w Stefi, wybiegłam i wykrzyczałam:
- Nieeee!!! – rzuciłam się na zabójczynię i powaliłam ją na ziemię, a broń wrzuciłam do wody. Podbiegłam do Carly i zorientowałam się, że trafił w ramię.
Fibi podniosła się i powiedziała złowieszczym głosem:
-To kto następny? Ty Marika, czy Stefi? -zapytał wrednie, obracając w dłoni nóż który zgubiłam.
- Lepiej zabierzmy je do domku i tam się nimi zajmiemy. – powiedział Justin.
- Dobra, ty weź tamtą - wskazała na mnie.
Podszedł do mnie,chwycił mocno za rękę i zaczął prowadzić w tym samym kierunku skąd przyszliśmy.
Po chwili marszu zapytałam:
-Co się wydarzyło między tobą a Sandrą?
-Gówno cię to obchodzi smarkulo.- syknał nie patrząc na mnie.
Szliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów i w końcu doszliśmy do domku w którym kiedyś bawiły się Fibi i Sandra.
Weszliśmy do środka, a Fibi kazała Justinowi nas związać.
- Co chcesz nam zrobić?! - wykrzyczała z płaczem Stefi.
- Już niedługo się przekonasz - powiedziała ze sztucznym uśmiechem Fibi, zacierając ręce.


Przepraszamy,że nas tak długo nie było,ale miałyśmy bardzo dużo pracy i obowiązków.Dzisiaj doszła do nas nasza koleżanka,Ola,która razem z Joanne będzie poprawiała rozdziały.Następny rozdział jeszcze nie został napisany,więc nie wiadomo,kiedy zostanie dodamy.Pozdrawiam,Joanne,Daria oraz Ola